• liderzy.nj@gmail.com

Formacja na dziś – „Życie w Chrystusie”

admin      -

Formacja na dziś – „Życie w Chrystusie”

Wspólnota Nowe Jeruzalem podjęła w ostatnim roku, formację duchową, w oparciu o książkę „Życie w Chrystusie” O. Raniero Cantalamessy.

Zamieszczamy krótkie streszczenia z rozważanych rozdziałów książki.


Rozdział I  „Umiłowani przez Boga”

Wiele słyszeliśmy już o miłości Bożej, również wierzę, że każdy z nas doświadczył umiłowania przez Boga, myślę, jednak że nigdy nie będzie wystarczające mówienie o miłości Boga do człowieka. O. Cantalamessa rozważania o miłości Bożej oparł na Liście do Rzymian (Rz 1, 1-17).

1/ Św. Paweł ogłasza nam dobra nowinę: jesteśmy „umiłowani przez Boga”, „Bóg nas kocha”. Od Tej miłości zależy wszystko w naszym życiu, również nasza miłość do Boga. Jak odkrywać miłość Bożą, gdzie Ją spotkać?

Św. Augustyn mówił, cała Biblia „opowiada o Miłości Boga”, możemy zatem obcując na co dzień z Pismem Świętym nasiąkać miłością Bożą.

Pismo Święte przedstawia miłość Bożą jako miłość ojcowską, ale równocześnie miłość matczyną. W Bogu obie te tak odmienne miłości są „odwiecznie połączone”.

Miłość Boża jest również miłością oblubieńczą, miłością pragnienia. Człowiek pragnie Boga, ale Bóg w sposób tajemniczy pragnie człowieka.

Mówiąc o miłości oblubieńczej dotykamy jednej z jej cech – zazdrości, nieobcej człowiekowi, która jest oznaką jego słabości, lęku o utratę ukochanej osoby. Jak mówi Pismo Święte, „Bóg jest Bogiem zazdrosnym”, jednak u Boga zazdrość nie jest oznaką słabości. Bóg się nie boi o siebie, boi się o nas, naszą słabość. „Zazdrość Boga jest oznaką miłości i gorliwości, nie zaś braku doskonałości”.

Zakochanie, jak opisuje O. Cantalamessa jest aktem pokory. Człowiek zakochany „potrzebuje dopełnienia”, zabiega o ukochaną. Bóg natomiast pragnie naszego dopełnienia, naszej realizacji. Tylko w Bogu jest możliwe życie w pełni. Tylko w Bogu możemy żyć pełnią. Dlatego Bóg z pokorą ciągle poszukuje człowieka, ciągle wybacza i jest „niezmiennie gotowy do rozpoczynania od nowa”. Bóg pragnie obdarzać nas miłością.

2/ „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych” Rz 5, 5b

O. Cantalamessa interpretuje słowa św. Pawła z Rz 5, 1-5. Wcielenie Jezusa i śmierć Jezusa na krzyżu obaliły przeszkody naszej natury i naszego grzechu, aby możliwe było wylanie Ducha Świętego i miłości do naszych serc „na stałe”. Już nie tylko jesteśmy umiłowani przez Boga, ale Jego miłość jest w naszych sercach. „Przez łaskę posiadamy Boga.”

Bardzo porusza nas interpretacja do słów Jezusa „…aby miłość, którą Ty mnie umiłowałeś, w nich była.” (J 17, 26). Stajemy się „uczestnikami Boskiej natury”. Miłość, która została rozlana w naszych sercach, jest tą sama miłością, którą Ojciec od zawsze miłuje Syna. Jesteśmy „w środku” Tej miłości, wciągnięci we wzajemne darowanie siebie i otrzymywanie przez Ojca i Syna, „z którego radosnego objęcia pochodzi Duch Święty, niosący ku nam iskrę tego ognia miłości.” O. Raniero porównał Tą miłość do wzajemnej miłości dziecka i rodziców. Dziecko nie chce być kochane miłością osobno matczyną a osobno ojcowską, pragnie być dopuszczone do wzajemnej miłości, którą ojciec i matka kochają się nawzajem.

3/ „Nic nas nie zdoła odłączyć od miłości Boga” (Rz 8, 37-39)

Żadne z cierpień, które doświadczamy, nie jest na tyle silne aby „ostać się wobec miłości Bożej”. To co wydaje się nie do pokonania „jest błahostką” wobec miłości Bożej. Jak ogromna, niepojęta jest miłość Boża, że ani utrapienie, ani wszystkie nasze smutki, lęki… nie są wstanie oddzielić nas od Jego miłości.

Z lektury tekstu o. Raniero otrzymujemy zachętę: „do spojrzenia nowymi oczyma, jakie dał nam objawienie miłości Bożej, na otaczający nas świat, który wzbudza w nas lęk. (…) Bóg, który mnie kocha, stworzył wszystkie te rzeczy i mocno trzyma je w ręku.”

„Bóg jest dla nas ucieczką i mocą: łatwo znaleźć u Niego pomoc w trudnościach. Przeto się nie boimy, choćby waliła się ziemia i góry zapadały w otchłań morza.” (Ps 46, 2-3)


Rozdział 2  „Wszyscy zgrzeszyliśmy”.

Już podtytuł – Tajemnica bezbożności – wskazuje, że trudno człowiekowi w pełni zrozumieć czym jest grzech.

Rozważania do tego rozdziału oparte są o List do Rzymian 1, 18 – 3, 20, a streszcza je werset:  „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,23)

Co Ojciec Cantalamessa mówi nam o grzechu – krótkie streszczenie:

Będąc zanurzonymi w grzechu nie jesteśmy w stanie obiektywnie powiedzieć i do końca zrozumieć, czym jest grzech. Grzech włada, rządzi naszym sercem, „przemawia w naszym sercu” i wszystko, co będziemy mówić o grzechu, będzie jego usprawiedliwieniem w sercu człowieka. Również nasze zrozumienie grzechu ogranicza się jedynie do zrozumienia grzechu przeciwko sobie, grzechu innych przeciwko nam. Nie potrafimy natomiast zrozumieć pogwałcenia praw Bożych przez nas. Żadna etyka ani filozofia nie odpowie nam również na pytanie, czym jest grzech. 

„Grzech jest czymś nieskończenie bardziej poważnym,o wiele bardziej mrocznym i strasznym niż człowiek może sobie wyobrazić lub wypowiedzieć”.

Tylko Boże objawienie może nam powiedzieć czym jest grzech, i „tylko Duch Święty jest w stanie przekonać świat o grzechu”, „obudzić w nas zbawienny lęk przed ogromnym niebezpieczeństwem, jakim jest dla nas nie tylko grzech, ale sama możliwość grzeszenia”.

1. Grzech – odrzucenie poznania Boga

Święty Paweł zwraca nam uwagę na fundamentalny grzech, jakim jest bezbożność i nieprawość (asebeia).

Bezbożność może polegać na: – odmowie oddania czci i dziękczynienia Bogu

                                              – ignorowaniu Boga

                                              – zachowywaniu się jakby Bóg nie istniał

                                              – próbie usunięcia nieskończonej przepaści między stworzeniem, a Bogiem.

Odrzucenie Boga i odmowa oddania czci Bogu w czasach Apostoła przyjęły formę bałwochwalstwa. Człowiek zaczął stawiać samego siebie na miejscu Boga, uważał się za „garncarza”, a „Bóg był naczyniem kształtowanym przez niego”. Jednocześnie człowiek zaczął robić wszystko dla siebie.

Pismo Święte mówi do nas:

„Uznajcie, że Bóg jest Bogiem”. (Pwt 7, 9)

„Wiedzcie, że Pan jest Bogiem: On sam nas stworzył, my Jego własnością”. (Ps 100, 3).

Nieuznanie Boga jako naszego Stwórcę doprowadziły człowieka do ogólnego rozprzężenia obyczajów na płaszczyźnie moralnej. Święty Paweł uważa, że bezbożność jest korzeniem wszystkich grzechów, stąd wypływają wszystkie grzechy, które przedstawia nam w obrazie biblijnego „grzesznika” tj.: homoseksualizm, niesprawiedliwość, niegodziwość, chciwość, zazdrość, zuchwałość, arogancja, nieposłuszeństwo rodzicom, nieuczciwość… Cały ten moralny nieład wydaje się być konsekwencją Bożego gniewu – Rz 1, 24.26.28. Bóg jednak „nie chce” karać człowieka, ale „zezwala” aby doprowadzić człowieka do zrozumienia czym jest odrzucenie Boga i aby powrócił na właściwą drogę. Grzech jest karą sam w sobie – „przez co kto grzeszy, przez to ponosi karę” (Mdr 11, 16).

2. „Już działa tajemnica bezbożności”

W czasach nam współczesnych odrzucenie Boga jako Stwórcy, a siebie jako stworzenia przyjęło formę niespotykaną do tej pory, świadomą i jawną. Dlatego O. Cantalamessa używając słów z 2Tes 2, 7 mówi nam, że „już działa tajemnica bezbożności”, jest obecna w naszej rzeczywistości.

Kilka przykładów, w jaki sposób manifestuje się bezbożność we współczesnym świecie:

1/ psychologia głębi, między innymi, znosi różnice między dobrem a złem, szatana uznaje za „cień Boga”.

Pismo Święte mówi:

„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zmieniają ciemności na światło, a światło na ciemności”. (Iz 5, 20)

2/ odrzucenie Boga przez człowieka, który wie, że Bóg istnieje jest najbardziej ekstremalną formą grzechu, manifestującą się nienawiścią Boga oraz bluźnierstwem. W sposób najbardziej haniebny głoszona jest wyższość zła nad dobrem, ciemności nad światłem, nienawiści nad miłością, szatana nad Bogiem. Za grzech ten odpowiedzialny jest bezpośrednio szatan. A konsekwencją tej formy bezbożności jest profanacja Eucharystii, obsceniczna i sarkastyczna parodia Pisma Świętego, przedstawianie Chrystusa w sposób desakralizujący i najbardziej obraźliwy.

3/ podobną w skutkach formą bezbożności, bliską wielu chrześcijanom jest obojętność i neutralność w relacji do Boga.

Początkowo porzucenie praktyk religijnych, kończy się przynależnością do zadeklarowanych nieprzyjaciół Boga. W tej grupy dochodzi do obalenia wartości moralnych, dewiacje seksualne czy też kontakty z magią, spirytystami, okultyzmem itp.  W takiej sytuacji w łatwy sposób można się znaleźć pod władzą szatana.

Ojciec Raniero podsumowując, zwraca uwagę na dwie drogi, które są dobre dla człowieka i dają mu władzę nad samym sobą, nad wydarzeniami,  nad interesami ….. – NATURA  i  ŁASKA.

Natura odnosi się do tych wszystkich umiejętności, które otrzymaliśmy od Boga w akcie stworzenia tj. inteligencja, nauka, technika, medycyna itp.

Łaska oznacza wiarę i modlitwę, przez które doświadczamy uzdrowień i cudów za sprawą Boga. Każda inna droga, na którą wchodzi człowiek prowadzi do Jego zguby.

3. „Zapłata z grzech” 

Ojciec Cantalamessa skupia naszą uwagę na skutkach grzechu, tego podstawowego, jakim jest nasza bezbożność.
„Wszyscy, którzy Cię opuszczają, będą zawstydzeni.” (Jr 17, 13)

Opuszczenie Boga, odwrócenie się od Boga, wybranie własnej drogi na życie…(też w tych małych, naszych codziennych sprawach), prowadzi człowieka do utraty i zagubienia, do klęski.

Autor mówi nam, że istnieją dwa rodzaje klęski człowieka:

1/ Porażki względne – to te, na które zwracamy przede wszystkim uwagę w naszym życiu, do których przywiązujemy często większą wagę. Ten rodzaj porażek dotyczy tego co „czynimy”. Są to np.: niepowodzenie w roli męża, żony, matki, ojca, niepowodzenie jako kierownik, pracownik itp. Jednak, te nasze „wielkie” klęski czy porażki, nie umniejszają naszej godności jako człowieka, możemy nadal pozostać człowiekiem godnym szacunku, a nawet świętym.

2/ Z grzechem ponosimy porażkę jako stworzenie, w tej rzeczywistości kim „jesteśmy”. Grzesząc jesteśmy przekonani, że obrażamy Boga, w rzeczywistości to sobie samemu szkodzimy, zadajemy sobie śmierć.

„Czy mnie obrażają – wyrocznia Pana – czy raczej siebie samych, na własną hańbę?” (Jr 7, 19)

Grzesząc, pozbawiamy się chwały Bożej ale zasmucamy także Boga, gdyż grzech „zabija człowieka, którego On kocha” i „zadaje Mu ranę w Jego miłości”.

O. Raniero opisuje egzystencjalne konsekwencje grzechu. 

„zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23)

Nie mamy do czynienia ze śmiercią jako trwającym chwilę aktem, wydarzeniem, lecz stanem trwającym przewlekle, nie mogącym się zakończyć. W tej sytuacji „grzech jest rozpaczą”, gdyż stworzenie pragnie powrócić do nicości, ale nie może i trwa w wiecznej agonii. A to dlatego, że stworzenie nie zgadza się na bycie zależnym od Boga.

Powrotu do nicości jako niebytu lub niezależności od Boga, pragnie szatan, u którego grzech przemierzył już całą drogę. Szatan chce istnieć, ale nie dzięki Bogu, nie chce w żaden sposób oddać czci Bogu, pomimo tego, że Boga poznał. Jednak, jak w przypadku stworzenia, taka sytuacja nie może być nigdy możliwa, gdyż ponad nim jest Bóg, który zmusza go do istnienia. Stąd stan rozpaczy.

Św. Bernard mówi o rozpaczy stworzenia, które nie chce się zgodzić na bycie stworzeniem Bożym: „być nieszczęśliwym, ale władcą, niż szczęśliwym, ale poddanym”.

4. „Ty jesteś tym człowiekiem”

Święty Paweł, jak to opisał o. Cantalamessa, „zdarł maskę z oblicza świata”, ale również dokonuje tego „obnażenia” w stosunku do naszej często bardzo ukrytej grzeszności. Na przykładzie historii cudzołóstwa i morderstwa króla Dawida, wskazuje również na nas chrześcijan, mówiąc: „Ty jesteś tym człowiekiem”, Ja i Ty jesteśmy winni grzechu bezbożności. 

„Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, [w tej] sam na siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz. Wiemy zaś, że sąd Boży według prawdy dosięga tych, którzy się dopuszczają takich czynów. Czy myślisz, człowiecze, co osądzasz tych, którzy się dopuszczają takich czynów, a sam czynisz to samo, że ty unikniesz potępienia Bożego?”   (Rz 2, 1-3) 

Św. Paweł mówi, gdy osądzasz innych – potępiasz samego siebie. Podąża jeszcze dalej, odrazę, którą doświadczamy wobec grzechu innych, teraz powinniśmy odczuwać wobec siebie samych. Tacy jesteśmy! Jest jeszcze gorzej, gdyż osądzając resztę świata, sami czujemy się bezpieczni i uważamy, że nie dosięgnie nas gniew Boga. To jest nasz faryzeizm – iluzja ludzi pobożnych i religijnych. Czynimy to samo, co osądzamy.

O. Raniero zwraca uwagę na kolejny grzech „pobożnych” -” bałwochwalstwo utajone” czyli „uwielbianie dzieła rąk własnych”. Tym dziełem może być mój dom, rodzina, moje dziecko, moja praca; posługa, którą wykonuje; funkcję, którą pełnie; moje własne”ja”, kult siebie samego …., posługiwanie się dobrem, a nawet służbą Bogu. „Istotą” takiego mojego zachowania jest bezbożność, oddanie czci nie Bogu, lecz sobie samemu, czy dziełu moich rąk.

Również, my żyjący dla siebie w jakiś może ukryty jeszcze dla nas samych sposób, włączeni jesteśmy w tajemnice bezbożności – winni jesteśmy bezbożności i bałwochwalstwa!

Gdy Duch Święty przemówi do nas poprzez Słowo Boże i pokaże nam nasz grzech, będzie to dla nas istne trzęsienie ziemi i zacznie się dla nas „nowy cud nawrócenia”. I wtedy, trzeba upaść na kolana przed Bogiem i tak jak Dawid powiedzieć „zgrzeszyłem” i zaintonować Psalm 130:  „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie”.


Rozdział 3 Teraz jawną stała się sprawiedliwość Boża. Usprawiedliwienie przez wiarę.

1.  Bóg zaczął działać

Po temacie grzechu, który zawładnął człowiekiem, św. Paweł wprowadza nas w odmienny klimat –„Jawną się stała sprawiedliwość Boża” (Rz 3, 21).

Nad ciemnością grzechu, rozbłyska światło – Bóg zaczyna działać, Bóg pierwszy wyciąga ręke do grzesznego człowieka.

„wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie, które jest w Jezusie Chrystusie.” (Rz 3, 23)

Bóg objawia się człowiekowi jako sprawiedliwy, okazując miłosierdzie. Wielkim objawieniem jest to, że Bóg jest sprawiedliwy, bo usprawiedliwia człowieka. Sprawiedliwością Bożą jest miłość i miłosierdzie. Taka jest Dobra Nowina dla nas, czyli taka jest Ewangelia.

Poprzez wieki odkrywano czym jest sprawiedliwość Boża.

Luter wskazywał, że Bóg „czyni sprawiedliwym człowieka”. Ten przymiot Boga wyjaśnił jeszcze inaczej św. Augustyn – parafrazując – Bóg udziela sprawiedliwości człowiekowi, usprawiedliwia go tak jak „Pańskie jest wybawienie, które zbawia.”

Sprawiedliwość Boża jest łaską Boga, jest dobrocią Boga, jest Bożą dobrą wolą w stosunku do człowieka, jest przebaczeniem, jest MIŁOŚCIĄ i MIŁOSIERDZIEM!

2. Usprawiedliwienie i nawrócenie

Św. Pawła mówiąc o sprawiedliwości Bożej, zwraca naszą uwagę na bezinteresowne działanie Boga dla zbawienia człowieka.

Jezus w swoich nauczaniach tą zbawczą inicjatywę Boga ujmował w wyrażeniu „królestwo Boże”.

„Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1, 15)

O. Cantalamessa wyjaśnia nam, że Jezus mówiąc o nawróceniu, naucza o usprawiedliwieniu przez wiarę. Co to stwierdzenie oznacza dla nas?

Przed Jezusem nawrócenie oznaczało „powrót” do „zerwanego” starego przymierza,„powrót” do zachowywania prawa, zmianę obyczajów, warunek zbawienia – „nawróćcie się, a będziecie zbawieni”.

Od czasów Jezusa, nawrócenie stało się „wejściem w nowe przymierze, przyjęciem Królestwa”. Czynimy to poprzez wiarę. Nastąpiło odwrócenie kolejności – Bóg jako pierwszy przychodzi do nas z miłością, a człowiek powinien odpowiedzieć na Bożą propozycję, przyjąć Miłość.

„Nawracajcie się, ponieważ jesteście zbawieni; ponieważ zbawienie już do was przyszło.”

Do Królestwa wchodzimy przez wiarę. Uwierz tylko!

„Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie.” (Rz 10, 9)

Święty Paweł podkreśla, że wszystko dzieje się „darmo”, z łaski, jako Boży dar dla człowieka. Jesteśmy zbawieni przez łaskę, dzięki wierze, która jest darem Boga, a nie nagrodą za nasze zasługi, nie pochodzi z naszych uczynków. Bóg tak chciał, aby usunąć „ludzka podstawę do chlubienia się”.

Jezus zachęca nas do przyjęcia Królestwa „jak dziecko”, które nigdy nie zrezygnuje z przywileju bycia dzieckiem, czyli „dziedzicem wszystkiego”. Ono wie, że jest kochane i nie musi zasłużyć na miłość Rodzica.

Idea zasługi postawiona jest w Ewangelii na właściwym miejscu, nie jest przyczyną zbawienia, ale powinna wypływać z naszej wiary.

Ojciec Cantalamessa jako przykład darmowego usprawiedliwienia przez wiarę, opisał nawrócenie św. Pawła. Apostoł przeszedł drogę od własnej sprawiedliwości, która była tylko „mizernym tlącym knotkiem” do „Słońca sprawiedliwości”, sprawiedliwości pochodzącej od Boga, opartej na wierze. Św. Paweł doświadczył objawienia Jezusa Chrystusa, a wtedy jego sprawiedliwość stała się dla niego „stratą”.

3. Wiara-przywłaszczenie

Ojciec Cantalamessa wymienia kilka rodzajów wiary: wiara-przyzwolenie rozumu, wiara-zaufanie, wiara-ostoja oraz wiara-przywłaszczenie. Ta ostatnia jest kluczem do zrozumienia usprawiedliwienia „przez wiarę”.

Św. Bernard pisał:

„To, czego mi brakuje, z ufnością przywłaszczam sobie (usurpo!) z przebitego boku Pana, gdyż On pełen jest miłosierdzia.”

Myśląc o wierze-przywłaszczenia, Bóg oczekuje od nas powiedzenia „tak”, tzn. zaakceptowania, że jesteśmy obdarowani przez Boga, przyjęcia nowego życia w Bogu i przyjęcia Jego łaski. W Jezusie Chrystusie stajemy się nowym stworzeniem, pod warunkiem jednak dokonania tego śmiałego kroku wiary – powiedzenia Bogu: Tak, Jezu, chcę żyć w Tobie, w Twojej łasce! Za nasza wiarę Bóg daje nam siebie samego! Cóż za miłość!!! Czego może dokonać wiara?!

„Przez nią skończony otrzymuje Nieskończonego, stworzenie – Boga.” Wiara posiada boską naturę, dlatego Pismo św. mówi „wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9, 23). O. Cantalamessa zwraca naszą uwagę na „wchodzenie” na coraz to wyższe i doskonalsze stopnie wiary, w co zaangażowana jest łaska Boża. Zachęca nas do pokonywania przeszkód przez wiarę, kroków w wierze. Bóg domaga się od człowieka przechodzenia od wiary ze znakami do wiary bez znaków, a w końcu do rzeczy po ludzku niemożliwej – skoku w ciemność.

4. „Oto teraz czas upragniony”

„Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia.” (2Kor 6, 2)

Słowo „teraz”, rozpoczynające mowę św. Pawła o usprawiedliwieniu przez wiarę, odnosi się do chwili obecnej, w której żyjemy. Usprawiedliwienie przez wiarę, które dokonuje się w naszych sercach, jest początkiem życia nadprzyrodzonego, ale również wydarzeniem w naszym życiu, które powinniśmy przeżywać wciąż na nowo. Ofiara Chrystusa na krzyżu jest początkiem życia dla każdego człowieka, jednak w rzeczywistości przyjmujemy nowe życie dopiero w tym momencie, gdy uświadamiamy sobie, czym dla nas jest śmierć Jezusa na krzyżu.

Jeden z Ojców Kościoła wypowiedział tą prawdę (egzystencjalne słowa):

” Dla każdego człowieka początkiem życia jest ta chwila, w której Chrystus został za niego ofiarowany. Lecz Chrystus jest za niego ofiarowany wtedy, kiedy uznaje on łaskę i zyskuje świadomość życia, którego źródłem jest ofiara.”

John Wesley napisał o tym momencie w swoim życiu: „została mi dana pewność, że On zgładził moje grzechy, właśnie moje, oraz że mnie wybawił spod prawa grzechu i śmierci.”

Taka „pewność” może wydarzyć się także w nas, jeśli tylko będziemy pragnęli zakosztowania „życia”, jakie przygotował dla nas Pan. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, za św. Łukaszem, że „wróciliśmy do domu usprawiedliwieni”, zostaliśmy usprawiedliwieni przez wiarę tzn. staniemy się ludźmi sprawiedliwymi, czyli takimi, którym przebaczono. Staniemy się nowym stworzeniem, zbawieni. Słowo Boże zapewnia nas o tym!

„Odział mnie w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości.” Chrystus „wziął na siebie moją nieprawość”, a ja mogę wziąć na siebie Jego świętość.

„Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”


Rozdział 4 – „Został wydany za nasze grzechy. Medytacja nad męką Chrystusa.”

„Został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia.” Rz 4, 25

Krzyż i zmartwychwstanie Jezusa jest w centrum kerygmatu, zbawczego głoszenia Ewangelii. Jak My, doświadczając grzechu, możemy dostąpić darmo, przez wiarę, zbawienia? Jak wykonać ten śmiały krok w naszym życiu, aby przyjąć usprawiedliwienie przez wiarę? Dopomóc ma nam, zaproponowana przez O. Cantalamessę, medytacja nad śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa.

1. Cierpienie duszy Chrystusa

„tego co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży” 1Kor 2, 11

Wiemy, że nie jest możliwe zrozumienie cierpienia drugiego człowieka, poza tym, który go doświadczył. „Cierpienie Jezusa jest jedną z niezgłębionych tajemnic Bożych.” Tylko Duch, który mieszkał w Jezusie, zna tę tajemnicę. Dlatego prosząc Ducha Świętego, możemy dostąpić łaski zakosztowania choćby kropli z Jego kielicha.

Święty Paweł poprzez pozornie lakoniczny styl (Rz 5, 6-8) wprowadza nas w cierpienie Chrystusa. Aż w końcu rzuca światło na dramatyczne szczegóły cierpienia Chrystusa.

„Jezus staje przed nami jako potępiony, przeklęty: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu” (2Kor 5, 21);„Chrystus stał się „za nas przekleństwem” (Ga 3, 13).

Stajemy wobec cierpienia duszy Odkupiciela. On „się obarczył naszym cierpieniem, On dźwiga nasze boleści” (Iz 53, 4).

„Wszystkie cierpienia, męczarnie i udręki ludzi nie dorównają nigdy cierpieniu duszy Odkupiciela.”

W odkrywaniu cierpienia Chrystusa mówią nam wiele święci i mistycy, którzy doświadczyli czym było cierpienie Zbawiciela. Zrozumienie cierpienia Jezusa odnosili do odkrywania Bożej miłości. „Jeśli miłość Boga jest bezmiernym oceanem, bezdennym i bezbrzeżnym, to jest nim także Jego cierpienie.”

O. Cantalamessa proponuje Drogę krzyżową poprzez cierpienie duszy Chrystusa, zatrzymując się przy trzech stacjach: w Getsemani, w pretorium i na Golgocie.

2. Jezus w Getsemani

Słowa Jezusa, które zanosił do Ojca: „Teraz dusza moja doznała lęku”,

„Ojcze wybaw mnie od tej godziny”.

W Getsemani apostołowie zobaczyli nieznanego do tej pory Jezusa, w opłakanym stanie, proszącego o pomoc.

„począł drżeć i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!” (Mk 14, 33)

Jezus doświadcza głębokiej rozterki, osamotnienia w swym lęku, miota się w śmiertelnej trwodze…….

Z Jego ust wydobywa się błaganie: „Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie!” (Mk 14, 36)

Obraz kielicha w Biblii zawsze przywoływał gniew Boży z powodu grzechu. W Getsemani Jezus stał się bezbożnością i nieprawością – całą bezbożnością świata. Jezus „stał się grzechem. Chrystus umarł „za bezbożnych”, „zgodził się, aby odpowiedzieć za wszystkich; jest więc za wszystko „odpowiedzialny”, winny wszystkiego przed Bogiem! To przeciw Jezusowi ujawnia się cały gniew Boży.”

„Jezus wziął na siebie całą ludzką dumę, cały bunt przeciwko Bogu, cała rozwiązłość, całą hipokryzję, niesprawiedliwość, kłamstwo, nienawiść….” Jezus doświadczył „bliskości grzechu a przez to oddalenia od Boga.”

„zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas.” (Iz 53, 5)

O oddaleniu od Boga wyrażają słowa Ps 88:

„Ciąży nade mną Twoje oburzenie. Sprawiłeś, że wszystkie fale mnie dosięgły. […]

Nade mną przeszły Twe gniewy i zgubiły mnie Twoje groźby.”

Cały moralny wszechświat grzechu , ciążył w tamtej chwili nad duszą Jezusa: „Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich” (Iz 53, 6).

Największym krzyżem Jezusa, który niósł na Golgotę i do którego został przybity był nasz grzech!

„Ponieważ Jezus nosi grzech, Bóg jest daleki, Bóg jest powodem Jego największej udręki.”

3. Jezus w pretorium

O. Cantalamessa zaproponował kontemplację obrazu Jezusa, namalowanego przez flamandzkiego malarza J. Mostaerta z XVI wieku.

„Jezus (….) Z Jego głowy spływają krople krwi, które mieszają się z tryskającymi z oczu łzami. To płacz niemal niepohamowany; spoglądając na Jezusa, wiemy jednak od razu, że nie płacze nad sobą, ale nad tym, kto na Niego patrzy; płacze nade mną, ponieważ wciąż jeszcze nie rozumiem.(…) Jezus nie może poruszyć nawet jednym palcem; to człowiek unieruchomiony, doprowadzony do całkowitej bezsilności.”

Jezus w pretorium jest obrazem człowieka, który zadośćuczynił za nasze grzechy w sferze wolności, „wolności, której nie pozwalamy nikomu tknąć, a która nie jest niczym innym jak zwykłą niewolą.”

4. Jezus na krzyżu

Na Golgocie spotykamy się z cierpieniem Jezusa fizycznym, widzialnym naszym oczom, ale również o wiele głębszym cierpieniem, które trawi duszę Chrystusa. Święty Paweł w Liście do Galatów opisuje nam „obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego.”

„Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił – stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie.” (Ga 3, 13)

Przekleństwo (katara) w Biblii syn. opuszczenia, pustki, samotności, odłączenia od Boga, wykluczenia ze społeczności.

Na krzyżu Jezus stał się klątwą, odłączonym od Boga, dla zbawienia braci.

„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46)

O. Cantalamessa opisuje czym było milczenie Boga dla Chrystusa. Dla człowieka współczesnego jest dotkliwym doświadczeniem, ale już dla człowieka biblijnego znaczy o wiele więcej, ponieważ żyje on Słowem Bożym. Bez Słowa Bożego jest jak „umarły”.

„Milczenie Boga mierzy się żarliwością, z którą się w Niego wierzy i wzywa Go.” Możemy zatem wyobrazić sobie, czym dla Jezusa mogło być milczenie Ojca. Szyderstwa nieprzyjaciół jeszcze bardziej pogłębiają ból Jezusa.

„Zaufał Bogu (…) niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje.”(Mt 27, 43)

„Na krzyżu Jezus doświadczył do końca podstawowej konsekwencji grzechu, jaką jest utrata Boga. Stał się bez-Boga.” Stał się ateistą, w sensie kogoś, kto został odrzucony przez Boga. W odniesieniu do Jezusa Ojciec Cantalamessa używa znaczenia ateizmu kary i ekspiacji – Jezus zadośćuczynił za odrzucenie Boga, bunt i lekceważenie Go, jaki jest na świecie i w każdym z nas.

To co Jezus przeżywał na krzyżu możemy dowiedzieć się z doświadczeń świętych stygmatyków, którzy nosili stygmaty męki Jezusa na ciele lub w sercu. Ojciec Pio, znany nam stygmatyk, opisując otrzymanie stygmatów, używa słów z Ps 88:

„Nie karć mnie, Panie, w Twoim gniewie i nie karz mnie w Twej zapalczywości!”

oraz

„Utkwiły bowiem we mnie Twoje strzały

i ręka Twoja zaciążyła nade mną.

Nie ma w mym ciele nic zdrowego na skutek Twego zagniewania.

(…) Jestem nad miarę wyczerpany i złamany;

skowyczę, bo jęczy moje serce.”

Autor mówi do nas: „wszystko to było konieczne dla zniszczenia grzesznego ciała, aby zamiast przekleństwa spłynęło na nas błogosławieństwo.” Ojcowie Kościoła porównywali to co wydarzyło się na KRZYŻU do biblijnego obrazu gorzkich wód Mara, które zmieniają się w wody słodkie, pod wpływem drewna wrzuconego przez Mojżesza. „Chrystus na drzewie krzyża wypił gorzkie wody grzechu i zamienił je w słodkie wody łaski. Przerażające wielkie „nie” ludzi wobec Boga zamienił w „tak”, „AMEN Bogu na chwałę”.

„Po grzechu, wielkość stworzenia wobec Boga, polega na byciu „barankiem” czyli ofiarą oraz na byciu „ofiarowanym”, tzn niewinnym. Najwyższą wartością jest zatem cierpienie niewinnych. (…) Jezus nie mając żadnej winy, wziął na siebie całe cierpienie, wynikające z grzechu.” Jezus wziął na siebie karę za każdy popełniony na świecie grzech ale również coś o wiele bardziej strasznego to „poczucie winy.” Człowiek został stworzony dla niewinności, dlatego wina jest dla człowieka jest czymś o wiele gorszym, odrażającym niż samo cierpienie.

„Najcenniejsza rzeczą na świecie nie jest więc cierpienie zasłużone, ale cierpienie niezasłużone, poniesione „niesprawiedliwie”. Jest ono tak wielkie i tak cenne, ponieważ zbliża nas do sposobu, w jaki cierpi sam Bóg. Tylko Bóg cierpi jako niewinny, niesprawiedliwie. To co w oczach świata stanowi największe i niemożliwe do pokonania zgorszenie – cierpienie niewinnych – wobec Boga jest największą mądrością i sprawiedliwością.”

Rozdział V – Wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia. 

Zmartwychwstanie Chrystusa źródłem naszej nadziei

Łk. 24, 5 – Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?

Wszystko co istnieje w Kościele: sakramenty, słowa, instytucje – bierze swą moc ze Zmartwychwstania Chrystusa. Zmartwychwstanie – to Nowe stworzenie – śmierć przemienia się w życie – Nich się stanie Światłość!

J.20,29 Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli..

Wiara to miejsce spotkania Zmartwychwstałego. Jeżeli w sercu swoim uwierzysz…

Są dwie drogi głoszenia Chrystusa:

– Zrozumieć, aby uwierzyć (można zatrzymać się tylko na zrozumieniu i nigdy nie uwierzyć – droga dzisiejszego człowieka, który może nie spotkać Chrystusa, nigdy nie pojmie zmartwychwstania, bo jest ono tajemniczym dziełem Bożym )

– Uwierzyć aby zrozumieć… że zrozumieć nie można – to droga najpewniejsza i najskuteczniejsza. Rz. 10,9 Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie.

Wiara pragnie Absolutu podczas gdy rozum chce kontynuować refleksję. Od wiary w zmartwychwstanie zależy zbawienie. Pan przez mękę przeszedł od śmierci do życia i przygotował nam drogę. Dokonać Paschy, czyli przejść ze śmierci do życia, tzn. uwierzyć w Zmartwychwstanie. Łatwo jest uwierzyć w śmierć Jezusa, naprawdę rzeczą wielką jest uwierzyć w Jego Zmartwychwstanie. Przedmiotem wiary Chrześcijan jest Zmartwychwstanie Chrystusa.

Wiara rodzi się z tego co się słyszy

Najpierw jest słowo a potem myśl, przez którą się wierzy. Wiara całkowicie zależy od wydarzenia, od daru. Słowo przechodzi z uszu do serca i tu staje się cud – słowo kiełkuje, a potem z serca trafia do ust – jako wyznanie Boga. Rz.10,9, Jeżeli więc ustami wyznasz …bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia a wyznawanie jej ustami do zbawienia.

My (wierzący) dajemy świadectwo o zmartwychwstaniu i Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy są Mu posłuszni (Dz.5,31).

Są tacy, którzy nie wierzą bo o Nim nie słyszeli. Są też tacy, którzy nie wierzą z powodu pychy, bo nie chcą ustąpić miejscu Absolutowi, albo z lenistwa, bo nie chcą zmienić swojego życia.

Zmartwychwstanie dziełem Ojca

Zmartwychwstanie dokonało się między Ojcem, Synem i Duchem Św. W absolutnej intymności (akt trynitarny). Nikt inny nie był przy tym obecny. Zmartwychwstanie to dar Ojca dla Syna. Szczyt Jego działania i powód chwały.

Bóg wskrzesił Jezusa zerwawszy więzy śmierci (mówi Piotr w czasie Pięćdziesiątnicy). Zmartwychwstanie znaczy „obudzić”. Jezus został obudzony dla naszego usprawiedliwienia (Rz. 4,25;cud wskrzeszenia Łk 7,14). Zmartwychwstanie jest ukoronowaniem krzyża. Dlatego możemy w Eucharystii powiedzieć „głosimy śmierć Twoją Jezu, wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie”. Działanie Boga w zmartwychwstaniu jest dla nas nadzieją, że i nas wskrzesi.

Przez Ducha Świętego

Zmartwychwstanie dokonuje się przez Ducha Świętego! Jest przeżyciem całkowicie duchowym i wewnętrznym. Duch Święty nigdy nie opuścił Duszy Jezusa (nawet kiedy oddzieliła się od ciała). Nowe Życie to Życie według Ducha. Zmartwychwstanie dokonało się jak proroctwo o wyschłych kościach Ez. 37,12.14 Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój..Udzielę wam mego Ducha po to byście ożyli.

Rz 8, 11 A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w Was Swego Ducha. Kto żyje według Ducha – zmartwychwstanie

Moc Jego zmartwychwstania

Zmartwychwstanie jest dziełem Ojca, który przez Ducha Świętego wskrzesza Jezusa i ustanawia Go Panem i Mesjaszem (Dz 2,36). Zmartwychwstanie z aktu staje się stanem panowania Chrystusa. (Rz.14,9) Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi jak nad żywymi.

Ikona Zmartwychwstania –Zstępujący Chrystus do Otchłani wyprowadza ludzkość (Adama i Ewę i całe szeregi sprawiedliwych).

Zrodzeni do żywiej nadziei przez powstanie z martwych Chrystusa

Z Misterium Paschalnego Chrystusa wypływają cnoty teologiczne: wiara, nadzieja i miłość. Rz 5, 1-5

Dostąpiwszy usprawiedliwienia przez wiarę, zachowujemy pokój z Bogiem,…chlubimy się nadzieją Chwały Bożej….A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych.

Chrystus zmartwychwstając dał nam źródło nadziei jakiem jest życie z Bogiem także po śmierci. Żywa nadzieja pochodzi ze Zmartwychwstania. Bez nadziei nic nie można zrobić. Kiedy ktoś już niczego nie oczekuje i nie ma nadziei – jest umarły. Przedmiotem chrześcijańskiej nadziei jest Zmartwychwstanie 2 Kor. 4,14 Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam. W Bogu zmartwychwstanie serca następuje każdego dnia.

Rozdział VI – „Bóg nie oszczędził własnego Syna. Tajemnica cierpienia Boga.”

Już z tytułu rozdziału VI  możemy wnioskować, że ojciec Cantalamessa chciał przybliżyć nas do Boga Ojca.

Sam Jezus mówi nam: „Ojca nikt nie zna…” (Mt 11, 27), ale też misja Jezusa na ziemi polegała na objawianiu ludziom Ojca.

„Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.” (J 17, 26)

1. Odrzucenie Ojca

Jak niezrozumiałe, niedoprzyjęcia przez ludzkie rozumowanie są słowa św. Pawła: 

„Bóg zaś okazuje nam miłość własnie przez to, że Chrystus umarł za nas, … On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wydał… „ (Rz 5, 8; 8, 32)

Jak pogodzić dobroć Ojca z przerażającą śmiercią Chrystusa na krzyżu? 

Wielu mistrzów naszej wiary była wstrzemięźliwa w wyjaśnianiu przyczyn odrzucenie Ojca, ale i pełna szacunku dla tajemnicy. Jednak też w kościele dochodziło do zniekształcenia prawdy o dramacie odkupienia. Do obrazu odrzucenia Ojca dołączyli swoje uprzedzenia i wątpliwości psycholodzy i psychoanaliza.

2. Cierpienie Boga

Jednym z głównych powodów odrzucenia Boga przez ludzi jest cierpienie niewinnych, szczególnie nie możemy zaakceptować cierpienia niewinnych dzieci. 

O. Cantalamessa próbując wyjaśnić, przedstawia nam „postawę Ojca wobec cierpienia w ogóle”.

Zaczynając od Starego Testamentu czytamy o smutku, a nawet o lamencie Boga na błądzenie człowieka, zdradę miłości Ojca. Wyrażają ten stan Boga słowa:

„Ludu mój, cóżem ci uczynił? Czym ci się uprzykrzyłem? Odpowiedz Mi!” (Mi 6, 3). Jednak czysta miłość Boga do człowieka sprawia, że Bóg przeżywa dramat. „Jakże cię mogę porzucić, Efraimie i jak opuścić ciebie, Izraelu? … Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu.” (Oz 11, 8-9) Na mocy sprawiedliwości Bóg powinien zniszczyć człowieka, ale nie czyni tego. Gdy jest „zmuszony” uciekać się do kary, aby doprowadzić do opamiętania i oczyszczenia z nieprawości, wtedy cierpi razem z człowiekiem. „Bóg cierpi, ponieważ musi działać wbrew swej woli.” „Bóg „przeżywa cierpienia miłości”, to znaczy cierpienia, które wynikają z faktu, że kocha i to kocha naprawdę.” Słowo pasja wyraża „tajemniczy związek między bólem i miłością.” „Słowo pasja używane jest zarówno po to, aby wskazać na wielką i porywającą miłość, jak i po to, aby wskazać na wielki ból. Ponieważ bez bólu nie żyje się w miłości.” Cierpienie Boga nie niszczy pozostałych atrybutów Boga.

3. Współcierpienie Boga

Dla lepszego zrozumienia Boga Ojca, który „nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” autor przypomina nam postać Abrahama, który idzie z ukochanym synem Izaakiem na górę Moria, by go złożyć w ofierze Bogu. Co dzieje się w sercu Abrahama prowadzącego swojego syna…., który zwraca się do niego słowami „Ojcze mój…”, a co dzieje się w sercu Ojca niebieskiego, gdy w Getsemani Jezus wypowiada słowa „Ojcze”, „Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode mnie!” czy wołanie „Czemuś mnie opuścił?”?

Bóg Ojciec w tym momencie cierpienia Jezusa był najbliżej Niego, był razem z Jezusem, ale nie oszczędził Go, nie zatrzymał dla siebie jak „drogocennego skarbu”.. Ojciec nie tylko przyjmuje ofiarę Syna, ale „On złożył wielka ofiarę, dając nam swego Syna”. „Jakże nas ukochałeś, dobry Ojcze, który nawet własnego Syna nie oszczędziłeś, ale Go wydałeś za nas grzeszników. Jakże nas ukochałeś.”

Próbą zrozumienia cierpienia, współcierpienia Boga Ojca jest jedność Trójcy Świętej. Jeśli jeden z Trójcy cierpiał, to „na mocy wzajemnego przenikania się Osób Boskich – cała Trójca cierpiała”. Tak dzieje się przecież we wspólnocie Kościoła „gdy cierpi jeden członek, współcierpią inne członki” (1 Kor 12, 26)

Wielu teologów mówi, że akt „wydania własnego Syna” powoduje w Bogu cierpienie o wiele głębsze niż jakiekolwiek inne cierpienie w świecie stworzonym.

Św. Jan Paweł II o głębi tajemnicy cierpienia Boga mówił:

 „Ostatecznie ów niezgłębiony i niewypowiedziany „ból” Ojca zrodzi nade wszystko całą przedziwną ekonomię miłości odkupieńczej w Jezusie Chrystusie, ażeby – poprzez mysterium pietatis – Miłość mogła się okazać potężniejsza od grzechu […] w człowieczeństwie [Chrystusa] dokonuje się „cierpienie” Boga.”

Wielcy mistycy i teolodzy Kościoła przez wieki do naszej współczesności mówią nam, że Bóg dotąd cierp  z powodu tych, którzy odrzucają Jego miłość.

Za św. Franciszkiem zapewne mówią „Miłość nie jest miłowana”.

4. Miłość i posłuszeństwo

W Ewangelii św. Jana (J 10, 17-18) o „władzy” ofiarowania życia i o „nakazie” uczynienia tego – o wolności i posłuszeństwie.

Św. Tomasz mówi, że Ojciec wydał Jezusa ponieważ „natchnął Go wolą cierpienia za nas, wlewając weń miłość”. Zatem nakazem, który otrzymał Jezus od Ojca jest nakaz miłowania nas, ludzi. W Jezusie odnajdujemy naturę Boga, którą jest Miłość. Jezus otrzymał od Ojca „pasję miłości”, która zawiodła Jezusa na krzyż. Kolejną tajemnicą misterium męki Pańskiej polega na najdoskonalszym posłuszeństwie Jezusa, który czyni własną wolą, nakaz (wolę) Ojca. Jezus dzielił z Ojcem tą samą wolę. Jednak posłuszeństwo Jezusa było posłuszeństwem ludzkiej natury.

5. Zaufać Ojcu!

W Jezusie i przez Jezusa,  Bóg dał nam pewność, że możemy zaufać Ojcu! Bóg Ojciec myśląc o śmierci Syna, jednocześnie myślał o Jego Zmartwychwstaniu. To w Zmartwychwstaniu Bóg oddał sprawiedliwość Jezusowi. Wskrzeszając Jezusa z martwych, Bóg Ojciec ukazał wielkość mocy Bożej.

Przez Chrystusa w Duchu Świętym jesteśmy zjednoczeni z Ojcem na wieki, zostaliśmy dopuszczeni do zażyłości z Bogiem, bo jeśli Bóg nie oszczędził własnego Syna, lecz za nas wszystkich Go wydał, „jakże miałby wraz z Nim wszystkiego nam nie darować?

Jezus przyjął kielich naszego zbawienia i został wysłuchany dzięki swemu oddaniu, Ojciec wskrzesił Go z martwych i ustanowił jako człowieka, naszym PANEM. Dlatego wbrew wszystkiemu, wbrew wszystkim i na przekór samym sobie – zaufajmy Ojcu, zawierzmy się Bogu!

 

Rozdział VII – ” Niech grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele. Wyzwolenie z grzechu.”
 
Temat wyzwolenia z grzechu jest treścią szóstego rozdziału Listu do Rzymian. 
Ojciec Cantalamessa zwraca nam uwagę na to, że wyzwolenie z grzechu jest warunkiem przejścia pod panowanie Chrystusa, które dokonuje się poprzez zstąpienie Ducha Świętego. Tylko serce czyste może przyjąć moc z wysoka pod postacią Ducha Świętego. 
„mądrość nie wejdzie w duszę przewrotną, nie zamieszka w ciele zaprzedanym grzechowi.” (Mdr 1, 4)
Aby dokonała się Pascha w nas, „chwalebna ucieczka” z grzesznego Egiptu, „przejście od grzechu do życia, od winy do łaski, od zmazy do świętości” konieczne jest wyrzucenie z naszego serca kwasu złości i przewrotności. 
„Oczyścić trzeba naczynie (…) choćby to kosztowało wiele trudu i bólu, aby było w nim miejsce na tę tajemniczą rzeczywistość.”
 
Istnieje pięć etapów, które przechodzimy, aby wyzwolić się spod panowania grzechu.
1. Uznanie grzechu
W dzisiejszym świecie obserwujemy zatracenie poczucia grzechu. Grzech dla wielu stał się błahostką. Świat nie boi się grzechu. Lękamy się choroby, utraty dóbr materialnych, wojny, a nawet zanieczyszczeń atmosfery, lecz „nie odczuwamy lęku przed wypowiedzeniem wojny Bogu, który jest Wieczny, Wszechmogący, który jest Miłością.” Taka obojętność wobec grzechu, wobec BOGA oddziałuje na nas wierzących, którzy pragną żyć Ewangelią. Możemy doświadczyć pewnego uśpienia sumień, duchowego znieczulenia. Po pewnym czasie możemy nie rozpoznać swego największego nieprzyjaciela, ponieważ często negujemy problem, usuwamy zło w podświadomość.  GRZECH jest w NAS!
Św. Jan mówi, że jeżeli twierdzimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy, a Boga czynimy kłamcą (por. 1 J 1, 8-10). Wymazanie grzechu oznaczałoby, że śmierć Jezusa była przelana na darmo. Nie dopuśćmy do tego!!!
Uznanie grzechu polega na uświadomieniu sobie, jak straszną i potworną rzeczywistością jest grzech, który jest tuż obok każdego z nas i czyha na nas.
 
2. Żałować za grzechy
Człowiek może w dwojaki sposób zareagować na przerażające oskarżenie, wypowiedziane w dniu Pięćdziesiątnicy przez Piotra:
„To wy ukrzyżowaliście Jezusa z Nazaretu!”
Lud zgromadzony przejął się do głębi serca i zapytał: „Cóż mamy czynić, bracia?” Odpowiedzią i naszą decyzją jest NAWRÓCENIE.
Jednak, może być inna reakcja na słowa św. Piotra, które wypowiedział przed Sanhedrynem – to gniew, nienawiść.
Wobec Słowa Bożego, które wyrzuca nam grzech można zareagować albo żalem i pokutą albo zatwardziałością serca.
Szczery żal jest istotnym składnikiem nawrócenia. Nawrócenie jest zmianą sposobu naszego myślenia, mentalności na myślenie Boga tzn. początkiem patrzenia na grzech oczami Boga. „Aby przyznać Bogu rację, musimy odmówić jej sobie, musimy dla siebie umrzeć.” Wtedy dostrzegamy, czym jest grzech i możemy doświadczyć przerażenia i w konsekwencji skruchy i przeszytego serca do głębi. W skrusze już działa Duch Święty i otwiera nas na prawdę.
„Cud nawrócenia polega na tym, że zaledwie człowiek zaczyna występować przeciwko sobie samemu, Bóg staje w jego obronie, natychmiast broni go wobec oskarżeń, nawet tych, które pochodzą z ludzkiego serca.” Gdy syn wyznaje: „Ojcze zgrzeszyłem!” , ojciec natychmiast odpowiada: „Przynieście szybko najlepsza szatę..”
Żal za grzechy jest zbawienny dla nas, gdyż „jest jedynym godnym człowieka sposobem powrotu do życia i prawdy po popełnionym grzechu.”
 
3. „Zerwać z grzechem”
Ten etap wyzwalania z grzechu polega na powiedzeniu grzechowi „koniec”. Jest to czas naszej decyzji, postanowienia, którą należy natychmiast wprowadzić w czyn, należy podjąć jakieś konkretne działanie przeciwko… Zgodnie z teologią moralną należy odrzucić najbliższą okazję do grzechu. „Okazja prowadzi do grzechu tego kto jej nie unika.” Dlatego wszystkie nasze postanowienia zerwania z grzechem, namiętnością, grzesznym przyzwyczajeniem, zaniedbaniem… należy wcielić natychmiast w czyn, odrzucając nadarzającą się, zaraz po naszej decyzji, okazję do „pożegnania się z grzechem”.
 
4. „Zniszczyć grzeszne ciało”
Na przestrzeni lat popełniane przez nas grzechy opadają na dno naszego serca. Część z nich „wymywana” jest z naszych serc dzięki sakramentom pokuty, Eucharystii, modlitwie… Jednak są i takie, które przez niedoskonałą pokutę i niedokonane postanowienia poprawy, tworzą w naszych sercach „skamieniałości” zaparcia się Boga. Czym jest owo „serce kamienne”, o którym mówi prorok Ezechiel? Jest to serce, które tworzymy sami poprzez kompromisy i grzechy. To serce to „stary człowiek” w nas. 
Człowiek popełnia grzechy, ale tylko Bóg może grzechy odpuścić w imię Jezusa Chrystusa i mocą Ducha Świętego.
Duch Święty przekonuje nas o grzechu i wyzwala nas od grzechu, jest „odpuszczeniem grzechów”.
 
5. „Kto poniósł mękę na ciele…”
W zniszczeniu naszego grzesznego ciała możemy wspomagać działanie łaski w nas – przez cierpienie oraz przez uwielbienie.
Jezus uświęcił cierpienie, dlatego ma ono tajemniczą moc „odpuszczania” grzechów, jak mówi O.Cantalamessa: „ten kto cierpi, zrywa z grzechem”.
 
„Skoro więc Chrystus cierpiał w ciele, wy również tą samą myślą się uzbrójcie, że kto poniósł mękę na ciele, zerwał z grzechem”. (1 P 4, 1)
 
Autor zachęca nas do nie zmarnowania tej odrobiny „niezawinionego cierpienia, które ma miejsce w naszym życiu, ponieważ cierpienie w szczególny sposób łączy nas z Chrystusem. Pisze nawet, że „pewien stopień zażyłości z Odkupicielem osiągnąć można tylko tą drogą: poprzez udział w Jego cierpieniach” (Flp 3, 10). Warto wymienić niektóre: upokorzenia, niesprawiedliwa krytyka, zniewagi, wrogość, która wydaje się wynikać z uprzedzeń oraz …
Znosząc te nasze cierpienia walczymy z grzechem samouwielbienia. A znosząc w cichości owe „zniewagi” nie tracimy „wynagradzającego charakteru cierpienia”. 
„Jakakolwiek trudność na ciebie przyjdzie, zwycięstwem nad nią jest milczenie.”
Drugim potężnym środkiem do „zniszczenia grzesznego ciała” jest UWIELBIENIE.
Jak czytaliśmy we wcześniejszych rozdziałach, podstawowym grzechem jest bezbożność, czyli odmowa uwielbienia Boga, oddania Mu czci. Dlatego uwielbienie jest przeciwieństwem grzechu i jest wielkim środkiem do walki z grzechem.
Uwielbienie niszczy dumę człowieka, zatem uwielbiając Boga składamy Mu w ofierze naszą własną chwałę. I w tym zawarta jest „nadzwyczajna oczyszczająca moc uwielbienia”.
Gdy „wrzucimy w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy” (Mi 7, 19), nasze serce staje się „nowym bukłakiem, gotowym do przyjęcia młodego wina, którym jest Duch Święty”.

Rozdział VIII – „Prawo Ducha, które daje życie. Duch Święty zasadą Nowego Przymierza.”

1. Pięćdziesiątnica i prawo

Ojciec Cantalamessa przypomina, że Pięćdziesiątnica istniała już …. przed Pięćdziesiątnicą. W Starym Testamencie znane są dwie interpretacje Pięćdziesiątnicy. Początkowo Pięćdziesiątnica była Świętem Tygodni, świętem zbiorów, kiedy składano Bogu w ofierze pierwociny zbóż.

Za czasów Jezusa Pięćdziesiątnica była świętem obchodzonym na pamiątkę objawienia Prawa na górze Synaj oraz świętem odnowienia przymierza. Prawo zostało przekazane w pięćdziesiąt dni po wydarzeniu Paschy. Po wyjściu z Egiptu naród żydowski przez pięćdziesiąt dni wędrował przez pustynię, aby na końcu Bóg dał Mojżeszowi Prawo.

Duch Święty zstępuje na Kościół w dniu, w którym Izrael wspomina (otrzymuje) Prawo napisane palcem Bożym. W dniu, w którym zostało dane stare Prawo, dana została łaska Ducha. Zbieżność czasu Zesłania Ducha Świętego z Pięćdziesiątnicą wskazuje, że jest On nowym prawem, prawem duchowym, które pieczętuje nowe i wieczne przymierze. Przymierze wypisane w sercach, nie na kamiennych tablicach. Przymierze nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia (por. 2Kor 3, 3.6)

„Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach – wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach.” (Jr 31, 33)

” I dam wam serca nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serca kamienne, a dam wam serca z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali.” (Ez 36, 26-27)

2. „Duch Chrystusa”

Święty Paweł mówi nam o nowym życiu według Ducha. Podczas chrztu Duch Święty wypisał w naszych sercach nowe prawo. Tym nowym prawem jest miłość, którą rozlał w naszych sercach i uzdalnia nas do życia według Ducha zgodnie z Ewangelią.

Stare prawo, zapisane słowami daje nam zaledwie „poznanie grzechu”, nie daje życia. Prawo zewnętrzne, jakim było prawo Mojżeszowe nie zmienia serca człowieka. Jest objawieniem zewnętrznym. Z tego powodu, „grzech nie może być zgładzony za pomocą zachowywania prawa”, ale poprzez przywrócenie przyjaźni pomiędzy człowiekiem, a Bogiem. To dokonało się dzięki odkupieniu Chrystusa.

„Co bowiem było niemożliwe dla Prawa, ponieważ ciało czyniło je bezsilnym, tego dokonał Bóg. On to zesłał Syna swego w cele podobnym do ciała grzesznego i dla usunięcia grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający grzech.” (Rz 8,3)

Jezus na krzyżu odebrał całej ludzkości serca kamienne, „ukrzyżował dawnego człowieka” i „zniszczył grzeszne ciało”, a dał nam w zamian swoje życie, czyli miłość, posłuszeństwo, swego „ducha synostwa”. Dlatego św. Paweł nazywa Ducha Świętego „Duchem Chrystusowym”. Jezus na krzyżu „oddał ducha”.

Dla św. Jana ostatnie tchnienie Jezusa na krzyżu było pierwszym oddechem Kościoła.

3. Nowe serce

„Duch Chrystusa, przychodząc do wierzącego poprzez sakramenty, Słowo oraz wszelkie inne środki, które ma do dyspozycji, jest w stanie zmienić wewnętrzną sytuację człowieka, której prawo nie potrafiło odmienić.” Człowiek żyjący z dala od Boga, odkrywa w sobie bunt, gniew i wrogość w stosunku do Boga i bliźnich. Dopiero, gdy przychodzi Duch Święty zdobywa serce człowieka i odmienia go. Duch wnosi w ludzkie serce „miłość Bożą” i w ten sposób wzbudza w nim jakby innego człowieka. Nowe prawo, jakim jest Duch Święty to działanie w sercu człowieka, to nowe życie. Dlatego to nowe prawo nazywane jest łaską.

„Nie jesteśmy poddani Prawu, lecz łasce.” (Rz 6, 14)

„Prawo Ducha nie jest tym, które Jezus ogłosił na górze błogosławieństw, ale tym które wyrył w sercach w dniu Pięćdziesiątnicy. (…)

Ewangeliczne nakazy są wyższe i doskonalsze od Mojżeszowych; jednak także i one, same w sobie, pozostawałyby nieprzydatne i nieskuteczne.”

Sami apostołowie wykazują, że nie wystarczyło samo ogłoszenie woli Bożej poprzez Ewangelię. W chwili męki Jezusa, apostołowie nie znajdują w sobie siły do wypełnienia choćby jednego z Jezusowych przykazań. Dopiero w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy Jezus poprzez Ducha, wlewa miłość w serca uczniów, przykazanie staje się nowym prawem, które ożywia. Wtedy uczniowie stali się nowymi, odmienionymi ludźmi i podjęli nowe życie. Duch Święty kształtuje i przemienia ludzkie serca, stwarza serca z ciała. Duch Święty wypisuje nowe prawo w naszych sercach, wlewając w nie miłość.

„Miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany.” (Rz 5, 5)

„Miłość Boża skłania człowieka do czynienia tego wszystkiego, co pragnie Bóg w sposób spontaniczny, ponieważ uczynił własna wolę Bożą i miłuje to co miłuje Bóg. Przypomina to stan zakochania, kiedy wszystko czyni się z radością i spontanicznie.” Przyjście Ducha Świętego powoduje taką zmianę w człowieku w relacji do Boga, jaką zakochanie wywołuje między dwojgiem zakochanych ludzi.

4. Miłość strzeże prawa, a prawo stoi na straży miłości

Ojciec Cantalamessa zadaje pytanie o miejsce i rolę w wypełnianiu przykazań („Prawa”) wobec wolności Ducha. Odpowiedź odnajdujemy w Ewangelii.

Jezus mówi nam, że nie przyszedł po to, aby „znieść prawo”, lecz aby je „wypełnić” (Mt 5, 17).

Św. Paweł odpowiada, co oznacza wypełnienie prawa: „Miłość jest doskonałym wypełnieniem prawa.” (Rz 13, 10)

Tylko miłość daje nam siłę do „wypełnienia”, zachowania „Prawa” – przykazań Bożych, Dekalogu, nakazów ewangelicznych, prawa kościelnego.

„Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali.” (Ez 36, 27)

„Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał Moją naukę.” (J 14, 23) tzn. tylko ten będzie w stanie ją zachować.

„Ten kto kocha (…) realizuje ostateczny cel każdego prawa, jakim jest zjednoczenie z wolą Bożą.”

Aby lepiej zrozumieć relację między miłością i prawem, autor przytacza przykład kobiety w stanie błogosławionym. Kobieta, do głębi przejęta cudem nowego życia, z pewnością zachowa wszystkie „zasady”, które zalecili jej lekarz, położna, inne osoby doświadczone i będzie im wdzięczna, dlatego, że kocha owoc swojego łona.

O. Cantalamessa dostrzega cudowną wymianę, wzajemne oddziaływanie pomiędzy prawem i miłością. Miłość strzeże prawa, a prawo stoi na straży miłości.

„Miłość jest siła prawa, a prawo jest obroną dla miłości.”

Prawo zostało dane dla grzeszników, czyli każdego z nas. Pomimo łaski Ducha Świętego, którą otrzymaliśmy, żyje wciąż w nas „stary” człowiek wespół z człowiekiem odnowionym. Dlatego prawo dopomaga nam w rozpoznawaniu i zwalczaniu w nas grzechu. Prawo jest wsparciem dla naszej woli, wciąż niepewnej i niestałej w czynieniu dobra.

Prawo pomaga nam również w rozeznaniu woli Bożej, którą możemy poznać na wiele sposobów – dzięki łasce Ducha Świętego, wydarzenia w naszym życiu, ale również poprzez prawa.

Prawo miłości, miłowania czy obowiązek kochania zabezpiecza miłość przed zwątpieniem, naszą niestałością, możliwością zmiany, wycofaniem się z kochania.

Dlatego miłość potrzebuje się „wiązać” – poprzez śluby zakonne, ślub miłości małżeńskiej. W chwili zakochania ludzkiego czy pociągnięcia przez Boga, chcemy chronić naszą miłość przed nami samymi, dlatego wiążemy się decyzją, przyrzeczeniem, ślubem…

5. Nowa Pięćdziesiątnica dla Kościoła

Przejście spod starego prawa pod panowanie łaski, od Starego do Nowego Testamentu dokonało się w Kościele dwa tysiące lat temu wraz z przyjściem Jezusa Chrystusa, który ustanowił nowe przymierze we własnej krwi. Było to jednak przejście historyczne.

W każdej epoce i w każdym wierzącym przejście to musi dokonywać się zawsze na nowo. Rodzimy się „pod panowaniem prawa”, jako osoby cielesne, z pragnieniami ciała, z lękiem, skierowani na siebie, żyjąc dla siebie, w buncie wobec Boga. W momencie chrztu umiera w nas „stary” człowiek, a rodzi się nowy. Zaczynamy żyć w łasce. Jednak sfera moralna i psychiczna w człowieku potrzebuje czasu, by zrozumieć, by przyjąć „dobrą nowinę”, by wyjść spod władzy prawa, a nawet gdy doświadczymy życia w wolności Ducha, w łasce, często wracamy pod jarzmo prawa.

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli” (Ga 5, 1).

Tak łatwo możemy utracić łaskę przez grzech, ale też szukając własnej sprawiedliwości, przez lęk i bojaźń.

„Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni”. (Rz 8, 15)

Jak pisze O. Cantalamessa nie jest łatwo żyć w wolności Ducha, w zawierzeniu Bogu.

„Żyć w nowym przymierzu to jak płynąć w górę rzeki, pod prąd; gdy przestajemy płynąć, prąd porywa nas niechybnie w przeciwnym kierunku.”

Dlatego autor zachęca nas do głębokiej odnowy w Duchu i codziennego nawracania do Pana.

Nowa Pięćdziesiątnica w Kościele miałaby polegać na darze nowego serca i nowego ducha, które umożliwiłyby, w Chrystusie, w nowy sposób miłować Boga i braci oraz im służyć. Nowa Pięćdziesiątnica powinna dotykać i wydarzyć się na głębokości ducha, winna odnowić serce Oblubienicy, a nie szaty. Powinna być „odnowieniem przymierza”. Duch Chrystusa powinien na nowo stać się wewnętrzną siłą naszego życia.


Rozdział IX – „Duch przyczynia się za nami. Modlitwa w Duchu.”

„Modlitwa ma tę cechę znamienną, że „przydatna jest do wszystkiego” (por. 1Tm 4, 8)”

„Modlić się to skupić się i zanurzyć swoją duszę w nieskończoności, jaką jest Bóg.”

Rozdział ten łączy część kerygmatyczną książki „Życie w Chrystusie” z częścią parenetyczną, w której autor zaprasza nas do naśladowania Chrystusa w naszym życiu.

1. W biblijnej szkole modlitwy

W tym rozdziale pochylamy się nad druga połową rozdziału Listu do Rzymian, która dotyczy wzbudzenia modlitwy w sercu człowieka przez Ducha Świętego.

„Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami…” (RZ 8, 26-27)

Święty Paweł chce nam powiedzieć, że Duch „sprawia, że się modlimy”.

Pomocą w zrozumieniu tych słów i próbą nauczenia się modlitwy w Duchy są przykłady niektórych przyjaciół Boga tj. Abraham, Mojżesz czy Jeremiasz.

W modlitwie tych wielkich orędowników uderza nas ogromna ufność i niewiarygodna śmiałość, z jaką rozmawiali Oni z BOGIEM.

Abraham wstawiający się za Sodomą i Gomorą , zwracał się do Boga słowami: „Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi?”

Mojżesz w swej śmiałości posuwa się jeszcze dalej, stając w obronie ludu, który dopuścił się niegodziwości po tym, jak Bóg wyprowadził ich z Egiptu: „Oni są przecież Twoim ludem, Twoją własnością, którą wyprowadziłeś z ogromną mocą i wyciągniętym ramieniem.”

Jeremiasz natomiast protestuje i woła do Boga: „Uwiodłeś mnie”, kieruje do Boga słowa wyrzutu „Zbudź się, dlaczego śpisz, Panie?”, „Gdzie są Twoje dawne obietnice?”, „Nie bądź głuchy, Panie”, „Jak długo będziesz na to patrzył?”

Mogą mocno wzburzyć nas takie słowa, które mogą być zrozumiane jak brak szacunku wobec Boga. Jednak przecież Bóg inspiruje i aprobuje taką modlitwę. Bóg wie, że człowiek biblijny jest „głęboko przeniknięty poczuciem majestatu i świętości Boga” oraz odnosi się do Boga jak stworzenie do swego Stwórcy i jest mu całkowicie poddany, „Bóg jest dla niego tak bardzo BOGIEM.”

W sercu ludzi BOGA odnajdujemy pokorę wobec Boga, ich serca są „zespolone z sercem Boga”. Wątpliwości, spór znajdują się na poziomie umysłu.

„Ty zaś, Panie, znasz mnie, patrzysz na mnie, badasz serce moje, ono jest z Tobą. (Jr 12, 3)

2. Modlitwa Hioba i modlitwa jego przyjaciół

Jak możemy jednak odróżnić czy modlitwa jest miła Boga, należy do przyjaciół Boga czy modlitwa jest fałszywa, wypowiadana tylko wargami, a serce jest oddalone od Boga. Przykładem jest modlitwa Hioba i jego przyjaciół. Odkrywamy dwie różne modlitwy.

Hiob w obliczu przerażającej próby, pierwsze co czyni to chce zadbać o relację z Bogiem: „Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam powrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” (Hi 1, 20-21)

Słowa te wypowiada pospiesznie w obawie, że nie zdoła ich dokończyć. Po czym rozpoczyna długi dialog z Bogiem, w którym odnajdujemy słowa rozdzierające go – „O ja,  nieszczęśliwy!”, „nie potępiaj mnie! … dlaczego uważasz mnie za wroga? Cóżem Ci uczynił?”, w przypływie bólu krzyczy do Boga „Dlaczego, dlaczego?”Mimo ogromnej niepewności, Hiob nie oparł się straszliwemu napięciu, nie odsunął i nie wyparł się Boga. Serce Hioba pozostaje szczere i wierne, o czym wie Bóg.

A jak zachowują się przyjaciele Hioba? Stają przeciwko Hiobowi, a w obronie Boga. Uważają się za znawców Boga. Jednak wygłoszona obrona Boga nie ma wielkiej wartości, jest fałszywa i obłudna. Bóg widzi ich brak szacunku dla cierpienia, które jest dla Boga świętością. Bóg nie potrzebuje pochlebców.

3. Modlitwa Jezusa i Ducha

W modlitwie Jezusa odkrywamy „wewnętrzne przylgnięcie serca i całej istoty do Boga”. Jezus zawsze czynił to co się Ojcu podobało, dlatego Bóg Ojciec zawsze wysłuchiwał Jezusa dzięki Jego doskonałej, synowskiej uległości.

Ojciec Cantalamessa zwraca uwagę na sedno modlitwy na przykładzie życia Jezusa. W modlitwie najważniejsze jest to kim się jest, a nie to co się mówi; co skrywa nasze serca niż to co wypowiadamy ustami w modlitwie. Jednak to dopiero Duch Święty czyni w nas modlitwę miłą Bogu poprzez wzbudzenie w sercu naszym nowego człowieka i przyjaciela Boga. To Duch Święty modli się razem z nami, modli się w nas. ON daje nam łaskę modlitwy jako dar.

„Bóg wysyła do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!” (Ga 4, 6)

O takiej modlitwie możemy powiedzieć, że  modlimy się „w Duchu” lub „przez Ducha”.

„Modlę się już nie ja, ale Chrystus modli się we mnie!”

To Duch Święty wlewa w nasze serca ludzkie uczucie dziecięctwa Bożego. Tego doświadczenia możemy być uczestnikami po tzw. „chrzcie w Duchu”. Serce człowieka odradza się wtedy do nowego życia, doświadcza zdumiewającej dobroci i obecności Boga. Rodzi się w sercu człowieka wielkie zaufanie Bogu.

Wielu Świętym w takich momentach objawienia się Ojca, towarzyszyło wielkie odczucie majestatu Boga i zapadali w stan ekstazy po wypowiedzeniu pierwszych słów „Ojcze nasz”.

Jednak takie doświadczenia są rzadkie lub trwają niedługo. Najczęściej, wypowiadając „Abba” nic nie odczuwamy. Ojciec Cantalamessa zapewnia nas, „że im mniej słowo to, nasza modlitwa uszczęśliwia nas, tym bardziej uszczęśliwia one Ojca, ponieważ wypływają z czystej wiary i zawierzenia.

Rzadko zdajemy sobie sprawę, myślimy o tym, co odczuwa Ojciec, kiedy zwracamy się do Niego „Abba, Ojcze!”. A jaką wzbudza radość w Bogu, nazwanie Go „tatusiem”? „To tak jakby stawać się ojcem wciąż na nowo.”

W czasie oschłości i oddalenia Boga na modlitwie, Duch Święty modli się w nas, staje się siłą naszej „słabej” modlitwy, dusza naszej modlitwy.

I znów autor zachęca nas do odmawiania w takich momentach modlitwy „Ojcze nasz”. Mamy wtedy pewność, że modlimy się Duchem Jezusa.

To w „Ojcze nasz” zawiera się cała gama różnych stanów ducha tj. radość, uwielbienie, adoracja, dziękczynienie, skrucha. Lecz nade wszystko, „Ojcze nasz” jest modlitwą w godzinie próby. W Getsemani Jezus zwraca się do Ojca w podobnej modlitwie, jaką nam zostawił. Możemy zatem przyjąć, że Jezus zostawił nam swoją własną modlitwę.

4. „Udziel tego, co nakazujesz!”

Obecność Ducha Chrystusa w nas jest „tajemnym źródłem modlitwy w nas”. W sercach naszych ukryta jest „tajemna żyła modlitwy”.

Tak jak odkrywając żyłę wodną, nie przestaje się kopać, dopóki woda nie wydostanie się na powierzchnie, tak my „nie powinniśmy ustawać w odkrywaniu wciąż na nowo w naszym duchu „źródła wody wytryskującej ku życiu wiecznemu”, które zostało nam dane na Chrzcie świętym. „Źródło wody życia” w nas jest często przykrywane „odpadkami”, naszą duszę wypełnia zgiełk, roztargnienie czy próżny aktywizm. Jednak licząc na własne siły nie jesteśmy wstanie uniknąć grzechu, dlatego potrzebna jest nam łaska, dana darmowo.

„Modlitwa jest oddechem duszy”, która zmieniła życie wielu ludzi, którzy podjęli decyzję, aby codziennie przeznaczyć określony czas na modlitwę osobistą.

5. Modlitwa wstawiennicza

„Moc modlitwy wyraża się przede wszystkim we wstawiennictwie… Duch Święty „wstawia się” za nami. Przeto najpewniejszym sposobem zestrojenia się z modlitwą Ducha jest wstawiennictwo za bliźnimi.” W modlitwie wstawienniczej jednoczymy się przez wiarę, z Chrystusem Zmartwychwstałym.

Skuteczność modlitwy wstawienniczej jest uzależniona od naszego zjednoczenia z Bogiem. Duże znaczenie odgrywa również wzywanie pomocy wielu orędowników – Maryi i świętych, jak czynimy to w uroczystość Wszystkich Świętych. Prosimy Boga o wysłuchanie „dzięki wstawiennictwu tak wielu orędowników”.

Modlitwa wstawiennicza jest najbardziej miła Bogu, ponieważ jest wolna od egoizmu. To ona najlepiej odzwierciedla Boską darmowość i jest zgodna z wolą Bożą.

Nadzwyczajną moc posiada również modlitwa tych, którzy zostali postawieni na czele ludu i wstawiają się za ludem, stają w obronie ludu przed Bogiem.


Rozdział X – „Miłość niech będzie bez obłudy. Chrześcijańska miłość.” 

W drodze duchowej, którą prowadzi nas Ojciec Cantalamessa, dochodzimy do naszej odpowiedzi na Miłość Bożą.

Św. Augustyn mówi:

„Jeśli naprawdę kochamy, naśladujemy. Nie moglibyśmy bowiem dać w zamian bardziej dorodnego owocu naszej miłości niż ten, który polega na naśladowaniu.”

A czym jest naśladowanie? Jest „przyobleczeniem się” w Chrystusa, jest wypełnieniem naszego serca Jezusem oraz napełnieniem Jego Duchem. Pierwszym z owoców naszego zjednoczenia z Chrystusem, owoców Ducha Świętego (cnót chrześcijańskich) jest miłość.

1. Miłość nieobłudna

Rozdział 12 listu do Rzymian stanowi zachętę do miłości:

„Miłość niech będzie bez obłudy (…). W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi. W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie…” (Rz 12, 9nn)

W rozdz. 13 św. Paweł mówi nam: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemna miłością.”

O. Cantalamessa uważa, że w terminie „miłość nieobłudna” zawarta jest tajemnica miłości.

Miłość nieobłudna czyli bez hipokryzji, polega na „gorącym miłowaniu czystym sercem”. Miłość powinna być prawdziwa, autentyczna, nie udawana, pochodząca z serca człowieka. Również w 13 rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, apostoł mówi o cechach miłości, które wypływają z pragnienia dobra. Mamy zatem do czynienia z miłością wewnętrzną, odmienną od zewnętrznego świata miłości, złożonego z uczynków i słów. Nie chodzi jednak o pomniejszenie wagi uczynków miłości, ale zapewnienie mocnego fundamentu przeciwko egoizmowi. Miłość powinna być korzeniem i fundamentem wszystkiego.

„Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.”

Miłować bez obłudy to miłować bliźniego na takiej „głębokości”, gdzie nie mogę już oszukiwać, ponieważ znajduje się tam sam na sam ze sobą. Przyjmuje wtedy bliźniego w najbardziej „intymnym sanktuarium mojej osoby”, w miejscu nazwanym przez Pismo Święte „człowiekiem wewnętrznym”. Bliźni staje się dla mnie kimś bliskim. Jak mówi autor „jest to najwyższa godność, jaką człowiek może przyznać drugiemu człowiekowi”. I to jest MIŁOŚĆ, która jest „preludium do ostatecznej wspólnoty świętych, kiedy to przez miłość każdy będzie we wszystkich, a wszyscy będą w każdym, radość zaś każdego będzie pomnożona przez radość wszystkich.”

„Miłość nieobłudna jest na ziemi odbiciem miłości Bożej”.

2.Miłość Boża

„Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.” (Rz 5, 5)

Miłość chrześcijańska pochodzi z wnętrza człowieka, z jego serca. Poprzez zamieszkanie w nim Ducha Świętego, jesteśmy wstanie kochać drugiego człowieka nowym sercem – „sercem prawdziwym”. I tutaj dotykamy misterium miłości, które zrodziło w nas nowe życie w Duchu. Miłość człowieka nie ogranicza się zatem tylko do zewnętrznych praktyk miłości, ale dotyka głębi człowieka, która stała się głębią Bożą.

Nowe serce jest rzeczywistością, która istnieje w każdym ochrzczonym. Naszym zadaniem jest wprawić w ruch nasze nowe serce.

Gdy kochamy drugiego człowieka naszym nowym sercem, miłujemy „z głębi serca”, wtedy sam Bóg obecny w nas przez Ducha Świętego miłuje tego człowieka w naszym wnętrzu. W tym momencie przepływa przez nas miłość samego Boga. Nasze działanie, kochanie zostaje w ten sposób przebóstwione i stajemy się uczestnikami Boskiego działania.

Kochamy bliźniego nie tylko dlatego, że Bóg tego oczekuje od nas, ale dlatego, że wlał w nasze serca, przez swego Ducha, swoją miłość do nich. Można powiedzieć, że już nie ja kocham, ale kocha we mnie Chrystus!

Jak pisze O. Cantalamessa – na tym głębokim i ukrytym poziomie naszego serca dokonuje się przemiana świata. Zasklepia się źródło egoizmu, a otwiera się źródło miłości, która się „rozlewa”. Rozpoczyna się nowe stworzenie! Miłość staje się istotą nowego świata.

Czy chcesz stać się ośrodkiem promieniowania Bożej miłości?

Czy chcesz wprawić w ruch serce nowe? Jeżeli TAK – to trzeba uciszyć stare serce, TRZEBA UMRZEĆ DLA SIEBIE!

3. Usunąć truciznę z naszych osądów

„Wykarczujcie swoje karczowiska i nie rzucajcie nasienia w ciernie […] odrzućcie napletki serc waszych.” (Jr 4, 3-4)

Na tle miłości nieobłudnej, miłości Bożej, nasze serca wydają się często jak ziemia leżąca odłogiem, porośnięta cierniami i chwastami. Ale jest równocześnie w nas pragnienie wprawienia w ruch naszego serca.

O. Cantalamessa proponuje abyśmy „zadali w sobie śmierć wrogości”. A Słowo Boże zachęca nas do ułożenia trzech stosów.

Pierwszy: STOS ZŁOŚLIWYCH OSĄDÓW

Pismo Święte w wielu miejscach, w bardzo konkretny i jasny sposób, dotyka tematu osądów bliźniego.

„Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? (…) Przestańmy więc wyrokować jedni o drugich.” (Rz 14, 10.13)

O takich wrogich, pełnych odrazy osądach mówi nam Jeremiesz, że trzeba je wykorzenić i spalić. W ten sposób uwolnimy nasze serca.

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni (…) Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mt 7, 1-3)

Drzazgą jest grzech bliźniego, którego osądzamy. Belką jest nasz grzech, czyli grzech osądzania bliźniego. Wnioskujemy zatem, że o wiele cięższy jest grzech osądzania w oczach Boga.

O. Cantalamessa ostrzega nas: „nie osądzaj brata swego, aby Bóg nie osądził ciebie (ponieważ Bóg nie osądził ciebie).”

Św. Jakub mówi jeszcze bardziej dobitnie: „A ty kimże jesteś, byś sądził bliźniego? (Jk 4, 12)

Tylko Bóg może sądzić, ponieważ tylko On zna tajemnice ludzkiego serca, zna powody, intencje, cel naszego każdego działania, zna naszą historie, nasze zranienia, zna nas lepiej niż my sami znamy siebie. A my, cóż wiemy, co dzieje się w sercu drugiego człowieka, kiedy coś czyni; jakie są jego intencje, a co wynika z jego temperamentu i wychowania?

O. Cantalamessa porównuje osądzanie bliźniego do sytuacji, gdybyśmy chcieli wypuścić strzałę z zamkniętymi oczami, nie wiedząc w co trafimy. I dalej mówi: „wystawiamy się na niebezpieczeństwo okazania się niesprawiedliwymi, bezlitosnymi, otępiałymi.” Przecież tak trudno jest często zrozumieć siebie, a tym bardziej nie da się wejść w głąb drugiego człowieka, w jego przeszłość, teraźniejszość, w jego cierpienie.

Św. Paweł chcąc nas jeszcze bardziej odwieść od osądzania, przytacza argument: ten kto sądzi, czyni to co sądzi!

„Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, [w tej] sam na siebie wydajesz wyrok, bo czynisz to samo, co osądzasz.” (Rz 2, 1)

Odnajdujemy w tym fragmencie również naszą ludzką psychikę, która potępia w innych to, czego nie znosi u siebie i czemu sama nie potrafi stawić czoła.

Ale czy możemy żyć, nie osądzając? – pyta nas autor.

Nie, ponieważ osąd jest w naszym spojrzeniu. „Nie możemy obserwować, słuchać, żyć, nie wydając żadnych ocen… W istocie, nie tyle musimy usunąć osądy z naszego serca, ile raczej truciznę z naszych osądów tj. zawiść, potępianie.”

„Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni.” (Łk 6, 37)

Osądzanie, samo w sobie, jest czymś neutralnym. Jednak osąd może zakończyć się potępieniem albo ułaskawieniem, usprawiedliwieniem, dlatego Słowo Boże odrzuca osądy negatywne, które potępiają grzech razem z grzesznikiem.

Miłość chrześcijańska motywuje nas do osądzania bliźniego w duchu miłości, jak matka, która widzi i ocenia wadę swojego dziecka. Ona cierpi z tego powodu, czuje się współodpowiedzialna, chce pomóc wyzwolić się dziecku z tej wady. Tak samo my powinniśmy postępować w stosunku do bliźniego, ponieważ „jesteśmy nawzajem dla siebie członkami”.

Św. Paweł na swoim przykładzie wydawania sądu (Rz 9, 1-3), zwraca nam uwagę, kiedy i jak możemy napominać naszych braci i siostry. W różnych społecznościach są osoby odpowiedzialne za innych np. rodzic, przełożony, spowiednik, sędzia, każdy, kto przyjmuje taką odpowiedzialność, są zmuszeni do osądzania. Jednak w każdej sytuacji, jak pisze św. Paweł, gdy jesteśmy zobowiązani do napomnienia bliźniego, powinniśmy sami najpierw osiągnąć taki poziom miłości, często przez własne upokorzenie, aby nasze napomnienie mogło przynieść właściwy owoc.

Poprzez potrzebę napomnienia innych, Bóg pragnie poprawić nas, napomnieć nas samych. Jezus mówi nam to wyraźnie, że najpierw musimy usunąć „belkę” z naszego oka – pozbyć się niechęci, zastąpić ją miłością i wtedy przejrzymy. Nasza uwaga zostanie przyjęta i brat pozwoli usunąć nam drzazgę ze swego oka (wtedy dopiero okaże nam zaufanie). Ile trzeba ofiarować miłości, żeby zyskać takie zaufanie u brata?

Inną cechą miłości jest szacunek – „W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie!” (Rz 12, 10)

Aby szanować brata, nie można zbytnio szanować siebie, być zawsze pewnym siebie, mieć o sobie zbyt wysokie mniemanie. Gdy jesteśmy skupieni na sobie, jesteśmy za bardzo zachwyceni sobą, wtedy nie jesteśmy wstanie dostrzec wartości i zalet innych ludzi.

Drugi stos: STOS MYŚLI I UCZUĆ, wypełnionych brakiem szacunku i pogardy wobec braci

Ojciec Cantalamessa widzi drogę do skruszonego serca człowieka w nieustannym minimalizowaniu naszych zalet oraz wad innych!!!

„Trzeba nauczyć się nieustannie utrzymywać własne „ja” na ławie oskarżonych i zaledwie się ono stamtąd oddali, aby zasiąść na fotelu sędziego, ponownie ulokować je na swoim miejscu…”

Przeszkodą w naszym dążeniu do miłości nieobłudnej, jest nasze zatrzymywanie się na tym, co inni nam uczynili.

Według nowego prawa miłości, powinniśmy czynić innym to, co Bóg uczynił nam: „jak Pan wybaczył wam, tak i wy!” (Kol 3, 13)

Naszym podstawowym zadaniem jest tutaj skupienie na czynieniu dobrze bliźniemu i badaniu naszego serca w tej kwestii oraz jak my przyjmujemy to, co czynią inni nam tzn, jak reagujemy na oskarżenia, osądy…. nas przez innych.

4. Żadna mowa szkodliwa

Trzeci stos: STOS ZŁYCH SŁÓW

Pomiędzy światem wewnętrznym uczuć, osadów, szacunku…., a zewnętrznym znajduje się świat słów.

„z obfitości serca usta mówią” (Mt 12, 34)

Usta, to co mówimy, odsłaniają nasze serce. Wielokrotnie każdy z nas doświadczył dobrych i złych, a może bezlitosnych słów, wypowiadanych przez naszego brata, a skierowanych do nas. Często słowa wywołały w naszym życiu atmosferę zaufania, braterstwa, ale innym razem głęboko nas zraniły lub mogły nawet „uśmiercić bliźniego”. Dlatego św. Paweł zachęca nas:

„Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym.” (Ef 4, 29)

Autor zachęca, żeby przyjąć słowa Apostoła jako regułę na Wielki Post, a może na zawsze, i zapewnia, że doświadczymy obrzezania naszych warg, a potem i serca. Potrafimy odróżnić słowa dobre od złych, wystarczy jeszcze przewidzieć jaki efekt wywołają u brata. Wiemy, jakim balsamem dla serca jest dobre słowo. Nasze dobre słowo, nasza miłość jest darem samego Boga dla drugiego. Kiedy miłujemy szczerym sercem, to sam Bóg w nas miłuje bliźniego.

5. Spoglądać na brata nowym okiem

Jeżeli w naszym sercu jest miłość, to cokolwiek czynimy, będzie to dobre i słuszne, ponieważ „miłość nie wyrządza zła bliźniemu” (Rz 31, 10).

Św. Augustyn mówił:

„Dlatego polecam ci jedno krótkie zdanie: Kochaj i czyń, co chcesz!

Gdy milczysz, milcz z miłością; gdy mówisz, mów z miłością; gdy karcisz, karć z miłością; gdy przebaczasz, przebaczaj z miłością. Niechaj tkwi w sercu korzeń miłości, wyrośnie z niego tylko dobro.”

Każdy z nas zaciągnął dług miłości w Chrystusie, otrzymaliśmy miłość, którą mamy dzielić się z braćmi. Każdy, kto przychodzi do nas, niech nie odejdzie, nie doznawszy od nas miłości, nawet jeżeli mamy odmówić tego, po co przyszedł.

„Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością.” (Rz 13, 8)

Gdy zdecydujemy w naszym sercu, że chcemy spojrzeć na drugiego człowieka z miłością nieobłudną, otwiera się w nas nowe okno, nasze spojrzenie zaczyna bardziej promieniować, nasze relacje zaczynają się zmieniać, a z czasem zmienia się otoczenie wokół nas…. Taka zmiana nie urzeczywistni się „poza” człowiekiem, zanim wcześniej nie dokona się w jego „wnętrzu”, w sercu.

„…wstąpiło w nas królestwo Boże. Nawiedziła nas królowa Miłość!….”


Rozdział XI – „Niech nikt nie ma o sobie wyższego mniemania, niż należy. Chrześcijańska pokora.”

W kolejnym rozdziale dowiadujemy się czym jest pokora chrześcijańska i jak do niej dotrzeć.

Autor porównuje wysiłek dochodzenia do pokory z poławiaczem pereł. My, podobnie jak poławiacz pereł, musimy zejść na same dno, pokonując nasze własne złudzenia, aby dotrzeć do twardego gruntu, gdzie odnajdziemy prawdę o nas samych. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż nasza dumę o nas samych stale wypiera nas „ku górze”, byśmy we własnych oczach i innych byli „ponad”, byli najlepsi. Jednak, gdy pokonamy tę złudną siłę „uważania się za”, odkryjemy na dnie naszego serca – PERŁĘ – naszą prawdziwą naturę, bo „człowiek jest tym tylko, czym jest w oczach Boga, i niczym więcej” (św. Franciszek z Asyżu).

Każdy z nas żyje po trochę życiem prawdziwym, a po trochę życiem „urojonym”, przeżywanym w świetle opinii innych i w naszej własnej. Rozdział ten dotyczy wyprawy po autentyczność naszego życia, po nasze prawdziwe „bycie”.

1. Pokora jako trzeźwość

Niech nikt nie ma o sobie wyższego mniemania niż należy, lecz niech sądzi o sobie trzeźwo […]. Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych! (Rz 12, 3.16)

Święty Paweł zwraca naszą uwagę ku drugiej, po miłości, podstawowej wartości – POKORZE, ku której powinniśmy zmierzać, aby odnowić nasze życie w Duchu Świętym.

W Starym Testamencie, o motywie życia w pokorze mówiono, że Bóg „odrzuca pysznych, a wywyższa pokornych”. Jednak nic nie powiedziano, dlaczego Bóg tak czyni.

Św. Paweł dodaje do pojęcia o pokorze motyw prawdy. Bóg miłuje człowieka żyjącego w pokorze, ponieważ człowiek pokorny żyje w prawdzie. Człowiek pyszny jest karcony przez Boga, ponieważ pycha jest fałszem.

W człowieku odrywamy zespolenie pokory i prawdy – idei stworzenia oraz biblijnej idei grzechu. Idea stworzenia odnosi się do stwierdzenia, że wszystko co odkrywamy w człowieku dobrego i pięknego pochodzi od Boga; natomiast to co jest moralnie złe pochodzi z naszej wolnej woli. Jak mówi O. Cantalamessa, człowiek biblijny pobudzany jest do pokory nie tylko przez dobro, ale również przez zło, które w sobie odkrywa.

Apostoł zwraca nam jeszcze uwagę na to, że „człowiek okazuje się mądry, kiedy jest pokorny, i że staje się pokorny wtedy, kiedy jest mądry.” Gdy uniżamy się, wtedy jesteśmy bliżej prawdy. Tylko człowiek pokorny, żyjący w prawdzie może spotkać się z Bogiem, który jest prawdą. Bożą łaską obdarzany jest człowiek pokorny, gdyż tylko on jest zdolny do uznania łaski.

„…pokora niczym innym nie jest, jeno chodzeniem w prawdzie.” – św. Teresa z Avili.

2. Cóż masz, czego byś nie otrzymał?

„Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał” (1 Kor 4, 7)

Jedyną rzeczą, którą NIE otrzymaliśmy od Boga, która jest całkowicie nasza, ma źródło we mnie – to nasz GRZECH.

Perłą, którą poszukujemy jest szczere przekonanie w naszym sercu, że jesteśmy nikim, nic sami z siebie nie potrafimy zrobić, ani nawet pomyśleć.

„Beze Mnie nic nie możecie uczynić.” (J 15, 5)

Taka myśl o sobie jest „mieczem Ducha” w walce z pokusą, dlatego słowo Boże jest bardziej pomocne i skuteczne dla nas niż gdy kierujemy Je do bliźnich.

Szukając naszej prawdziwej natury, odkrywamy nicość, a nawet jak mówi autor, „zarozumiałą nicość” – nicość, która uważa, że jest czymś. Święty Paweł mówi o sobie: „stwierdzam w sobie inne prawo […], stwierdzam, że grzech mieszka we mnie”.

Tym innym prawem – grzechem, który mieszka w nas, w starym człowieku, jest pycha, chlubienie się sobą, samouwielbienie. A staliśmy się tacy z własnej winy, z niewłaściwego używania naszej wolnej woli. Jednak tylko dostrzeżenie takiej prawdy o nas jest już wielką łaską dla nas. Błogosławiona Aniela z Foligno zachęcała do „kontemplowania własnej nicości i zamieszkania w niej jak w więziennej celi.” Według O. Cantalamessy, ta cela istnieje naprawdę, a jest nią „spokojne i ciche odczucie, że jest się niczym, i to niczym wypełnionym pychą”. Przebywanie w takiej celi pozwala na spojrzenie w innym świetle na wady bliźnich, a nawet nie dostrzeżenie ich. Wtedy łatwiej jest nam zrozumieć słowa św. Pawła ocenianie innych za wyżej stojących od siebie”Taka praktyka duchowa na pewno była możliwa dla świętych, a czy może być dla nas…?

Odkrycie, uciekanie i przebywanie w tej celi jest zwycięstwem nad złem, gdyż jest to miejsce niedostępne dla nieprzyjaciela. O wiele większym sekretem celi jest to, że przyjmuje się w niej Boga. Ciemna „cela więzienna” jest cała w świetle prawdy o nas, ponieważ zamieszkuje ją SKRUSZONE LUDZKIE SERCE. Dlatego dla Boga jest to ulubione miejsce spotkania z człowiekiem, ulubione mieszkanie. 

We wszechświecie wszystko należy do Boga, wszystko jest Jemu znane, bo wszystko Sam uczynił. Jednego, czego Bóg nie może uczynić lub nie chce to – POKORNE ludzkie serce, uznające swój grzech. Do tego, Bogu potrzebna jest współpraca naszej wolnej woli. Dlatego, dla Boga, nasze skruszone serce, jest zawsze czymś nowym, i sprawiającym Mu przeogromną radością.

Kolejnym odkryciem dla nas, jest to, że w „celi nicości”, Bóg odkrywa pokornym swoje tajemnice. Tam, nie tylko poznajemy prawdziwy obraz siebie, ale poznajemy Boga.

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.” (Mt 11, 25)

Przykładem niedoścignionego wzoru pokory jest MARYJA – „wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy” (Łk 1, 48)

Jednak Maryja nie przypisywała swojego wybrania cnocie pokory. Przez słowo „uniżenie” miała Ona na myśli swój pokorny i uniżony stan, przynależność do ludzi ubogich.

„Czy Maryja mogła wywyższyć swoją pokorę, nie niszcząc jej równocześnie?” Maryja posiadała cnotę pokory, ale o tym nie wiedziała. Wiedział tylko Bóg.

Cnotę pokory ma ten człowiek, który myśli, że jej nie ma, i nie ma jej ten, który uważa, że ją ma.

POKORA ma dwa znaczenia: 1/ obiektywne – wskazuje na uniżenie, małość, nędzę

     2/ subiektywne – uczucie własnej małości.

Maryja nie dostrzegała w sobie żadnej zasługi, widziała w sobie tylko małość, ale Bóg dostrzegał w Niej pokorę. Pokora jest wonią, wyczuwalna tylko dla Boga.

Św. Bernard o pokorze mówił:

„Człowiek naprawdę pokorny zawsze pragnie, by go uznawano za nędznika, a nie by go ogłaszano pokornym.”

Pokora Maryi jest arcydziełem Bożej łaski. Gdy, Maryja dowiedziała się o swym boskim macierzyństwie, natychmiast udała się do swej „nicości” i tam pozostała przez całe życie. Maryja zawsze stojąca z dala, na uboczu, w milczeniu, bez żądań. Nie pociągała Ją wielkość, lecz to co mizerne, nie myślała nigdy o własnej chwale i wywyższeniu.

3. Pokora i upokorzenie

O postępie na drodze naszej pokory, wnioskujemy, gdy potrafimy powiedzieć o sobie prawdę, ale również spokojnie przyjmujemy ją od innych ludzi.

Przez całe nasze życie będziemy walczyć o pokorę na wszystkich płaszczyznach, a największym jej zagrożeniem jest i będzie dobro, bardziej niż zło. Próżność, która zakorzeniona jest w sercu człowieka, potrafi przemienić w  akt pychy nawet samo dążenie do pokory. Z pomocą będzie przychodzić nam łaską, która przemienia w akty pokory nasze akty pychy, przez to, że uznajemy, że jesteśmy pyszni. 

W walce tej, Bóg daje nam też osobliwy środek pomocy:

„Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym nie unosił się pychą.” (2 Kor 12, 7)

Czym jest dla nas ten „oścień dla ciała”? To sytuacje upokarzające, nasza wada, może choroba, słabość, bezsilność, przedłużająca się pokusa, trudna osoba zadana nam….

4. Pokora jako naśladowanie Chrystusa

Dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąć dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie.” (Flp 2, 2-5)

Święty Paweł wypowiadając te słowa, zwraca nam uwagę na pokorę serca i powody, które pociągają nas do niej. Głównym motywem szukania, dążenia do pokory staje się dla nas osoba Jezusa Chrystusa oraz postawa uniżenie Jezusa – ”On, istniejąc w postaci Bożej […] uniżył samego siebie” (Flp 2, 5.8). Poprzez to wydarzenie, Bóg staje się „stwórcą pokory”, a naszym zadaniem jest teraz naśladowanie Chrystusa.

Bóg zachęca, pociąga do bycia pokornym:

Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.” (Mt 11. 29)

Przyglądając się postawie Jezusa, nie odnajdujemy w żadnym miejscu w słowie Bożym, przyznania się Jezusa do winy. Gdzie zatem jest pokora Jezusa?

Autor mówi: „pokora, sama w sobie i w stopniu najwyższym, nie oznacza bycia małym, ani nie oznacza czucia się małym, lecz stawanie się kimś małym.” Oraz, „doskonała pokora polega na stawaniu się małym (…) z miłości do innych, aby innych wywyższyć”. Taką pokorę odnajdujemy właśnie u Jezusa. Przecież Bóg nie jest mały, ani nie czuje się mały, ale stał się mały z miłości do nas. Prawdziwie pokornym może być i jest tylko Bóg, który przez całą historie zbawienia – od stworzenia świata do wcielenia, z miłości do człowieka, uniża się – „zstępuje”.

Naszym najgłębszym motywem bycia pokornym staje się teraz, jeszcze bardziej naśladowanie Jezusa, a nie „ojca kłamstwa”, który stale się „wywyższa”. Jezus zaprasza nas do stawania się maluczkimi z miłości. Inaczej ujmując, nowym obliczem pokory, na wzór Jezusa, staje się teraz służba!

Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! (Mk 9, 35)

…który nie przyszedł, aby MU służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20, 28)

O. Cantalamessa mówi nam jeszcze o zależności pomiędzy pokorą a wielkodusznością. Ewangelia wnosi nowe spojrzenie na „bycie pierwszym”, „bycie wielkim”.

Trzeba stać się małym, aby zostać naprawdę wielkim. Miarą wielkoduszności nie są już rzeczy, które dokonaliśmy, ale intencje naszych działań tzn. czynienie rzeczy z miłości, z korzyścią dla innych.

Panie, moje serce się nie pyszni
i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie,
albo co przerasta moje siły.
Przeciwnie: wprowadziłem ład
i spokój do mojej duszy.
Jak niemowlę u swej matki,
jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza.”

Ps 131


Rozdział XII – „Przez posłuszeństwo JEDNEGO. Posłuszeństwo Bogu w życiu chrześcijańskim.”

Autor podejmuje obecnie temat posłuszeństwa, zaczynając od posłuszeństwa Bogu i Duchowi Świętemu, aby umożliwić poddanie się prawu i władzy, wyrażonemu na sposób ludzki.

1. Posłuszeństwo Chrystusa

Fundamentem posłuszeństwa chrześcijańskiego, zawartym w kerygmacie, jest posłuszeństwo Chrystusa, który stał się „posłuszny aż do śmierci” – Flp 2, 8.

„Przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi” (Rz 5, 8-9)

Na czym polegało posłuszeństwo Chrystusa?

Chrystus był posłuszny rodzicom, prawu Mojżeszowemu, Sanhedrynowi, Piłatowi…

Jednak św. Paweł ma na myśli posłuszeństwo Chrystusa wobec Boga Ojca. Posłuszeństwu Chrystusa przeciwstawiane jest nieposłuszeństwo Adama wyrażone słowami:

„Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi” (Rz 5, 19; por. 1Kor 15, 22)

Posłuszeństwo Chrystusa było „aż do śmierci i to śmierci krzyżowej”. Nieposłuszeństwo Adama było skierowane przeciwko Bogu, Adam chciał „na równi być z Bogiem”.

Cantalamessa mówi, że podstawą każdego nieposłuszeństwa jest nieposłuszeństwo wobec Boga, natomiast posłuszeństwo jest skutkiem posłuszeństwa Bogu. Chrystus, aby wymazać nieposłuszeństwo „popełnione za pomocą drzewa” w raju, stał się posłuszny aż do śmierci poprzez przybicie do drzewa krzyża.

Całe życie Jezusa wypełnione jest posłuszeństwem, wypełnianiem woli Ojca.

„Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który mnie posłał […] Ja zawsze czynie to co się Jemu podoba.” (J 4, 34; 8, 29)

Nośnikiem żywej woli Boga jest natchnione Słowo Boże, dlatego Jezus posłuszny jest Pismom. W czasie kuszenia na pustyni, Jezus powołuje się na Słowo Boże „napisane jest” i „diabeł odstąpił od Niego”, a Jezus powrócił do Galilei „w mocy Ducha”. Duch Święty zstępuje na tych, którzy są „posłuszni Bogu”.

Konieczność wypełnienia pism, rządzi życiem Jezusa. Nie zgadza się On na żadne odstępstwa, gdy np. uczniowie sprzeciwiają się pojmaniu Jezusa, przytacza słowa Pisma – „tak się stać musi”.

Wielkość posłuszeństwa Jezusa mierzona jest na podstawie „tego, co wycierpiał” oraz miłości i wolności, które przynaglały go do podjęcia takiego posłuszeństwa. Miarą posłuszeństwa Jezusa aż do śmierci jest całkowite oddanie się Bogu na krzyżu, „który Go opuścił”. OTO „SKAŁA NASZEGO ZBAWIENIA”.

2. Posłuszeństwo jako łaska: chrzest

„Czyż nie wiecie, że jeśli oddajecie samych siebie jako niewolników pod posłuszeństwo, jesteście niewolnikami tego, komu dajecie posłuch: bądź [niewolnikami] grzechu, [co wiedzie] do śmierci, bądź posłuszeństwa, [co wiedzie] do sprawiedliwości.” (Rz 6, 16)

Podczas chrztu świętego dobrowolnie wybraliśmy na Pana naszego życia – Jezusa Chrystusa. Od grzechu przeszliśmy do sprawiedliwości, od nieposłuszeństwa do posłuszeństwa. To przejście od świata Adama (ojca nieposłusznych) do Jezusa wyrażone zostało w liturgii chrzcielnej trzykrotnie powtórzonymi słowami „Wyrzekam się – Wierzę”. W starożytności podczas obrzędów chrztu, stosowano gesty, które obrazowały zwrócenie się ku zachodowi i odrzucenie świata ciemności, a następnie zwrot ku wschodowi, będącego symbolem światła i złożenie pokłonu Chrystusowi.

Wybór Jezusa Chrystusa na naszego Pana i Zbawiciela związane jest w naszym życiu z posłuszeństwem Bogu. I tylko wtedy, jest możliwe panowanie Boga w naszej rzeczywistości.

Cantalamessa zwraca uwagę, że nasz Panem, Kyrios jest Panem „posłusznym”, a stał się nim przez swoje posłuszeństwo. Posłuszeństwo w życiu Jezusa nie jest poddaństwem lecz upodobaniem. Dlatego nasze posłuszeństwo Chrystusowi oznacza dla nas, bycie do Niego podobnym. Powołanie chrześcijańskie jest powołaniem do posłuszeństwa. Podczas chrztu zostaliśmy „zaślubieni” z posłuszeństwem. A ponieważ, „posłuszeństwo jest dziełem Bożym w Chrystusie”, to nasze posłuszeństwo nie wynika tylko z nakazu, ale posiadamy, ze względu na Chrystusa, łaskę posłuszeństwa.

Posłuszeństwo zakorzenione w chrzcie świętym jest również wpisane w „powszechne powołanie do świętości”, głoszone przez Sobór Watykański II.

3. Posłuszeństwo jak „obowiązek”: naśladowanie Chrystusa

Cnota chrześcijańska ma wymiar misteryjny i ascetyczny, co oznacza, że zbawienie uobecnia się w nas poprzez łaskę, „wypisaną w naszym sercu” oraz aspekt zależny od naszej ludzkiej wolności. Istnieje posłuszeństwo wyryte w nas jako dar oraz posłuszeństwo, które wyrażone jest naszą decyzją naśladowania Chrystusa.

Naśladując posłuszeństwo Chrystusa wypełniamy nasz obowiązek wobec Boga. Z naszego życia znane nam są inne formy posłuszeństwa: wobec rodziców, przełożonych, władz świeckich, każdej „ludzkiej zwierzchności”. Jednak termin „posłuszeństwo” używany jest wyłącznie w odniesieniu do Boga.

Cantalamessa mówi dalej, że „posłuszeństwo ludziom staje się kryterium autentyczności osądu naszego posłuszeństwa Bogu”. Poprzez słuchanie lub czytanie Słowa Bożego, Bóg przez Ducha Świętego rozbudza w naszym sercu, wzywa nas, przynagla do powiedzenia „tak”, do naśladowania Chrystusa. Wtedy zdobywamy się na akt wiary. Gdy mija czas pierwszych natchnień, dobrze jest powierzyć swoją drogę duchową przełożonym, sprawującym nad nami władzę duchową.

W sytuacji, gdy dochodzi do konfliktu między dwoma posłuszeństwami, ziemski przełożony domaga się czegoś odmiennego, niż w sercu rozeznajemy jako nakaz Boga, O. Cantalamessa radzi naśladować Jezusa, który poddawał się ludziom, nie wyrzekając się równocześnie posłuszeństwa Bogu. W ten sposób wypełnił wolę Ojca. Jednak i ta reguła nie jest absolutna. Czasami Pan Bóg żąda od człowieka większego posłuszeństwa Jemu. Gdy jakaś dusza decyduje się być posłuszna Bogu, wtedy On bierze w swoje ręce jej życie i „kieruje” nim.

Posłuszeństwo Bogu można praktykować zawsze i odnosi się zarówno do podwładnych jak i przełożonych. W odniesieniu do tych ostatnich, posłuszeństwo Bogu umacnia autorytet duchowy przełożonego. Gdy stara się on żyć zgodnie z wolą Bożą, wtedy polecenia wydawane przez niego są w zgodzie z dobrem podwładnego. Autorytet samego Boga umacnia takie polecenia.

„A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym […]. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą.” (Jr 1, 18n)

Decydując się na taką drogę, naszym powołaniem będzie teraz odpowiedź na Boże wezwanie. Odpowiedź czyli posłuszeństwo. Powołaniem osoby wierzącej będzie posłuszeństwo Słowu Bożemu tzn. słuchanie Słowa i poddanie się Słowu przez uznanie jego władzy nad nami.

4. „Oto idę, o Boże…”

Największą zachętą dla naszego serca do posłuszeństwa Bogu jest łaskawość Boga Ojca, ponieważ „posłuszeństwo stanowi klucz do serca Boga Ojca”.

Do Abrahama powiedział:

„będę ci błogosławił […]. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa, dlatego, że usłuchałeś mojego rozkazu” (Rdz 22, 17-18).

Św. Piotr mówi, że Bóg udziela Ducha Świętego tym, którzy są Mu posłuszni.

Bardzo drogie sercu Boga są słowa „oto jestem”, które wyrażają tajemnicę posłuszeństwa Bogu. W całej Biblii rozbrzmiewają te słowa:

– Abraham odpowiedział „Oto jestem” (Rdz 22, 1)

– Mojżesz odpowiedział „Oto jestem!” (Wj 3, 4)

– Samuel odpowiedział „Oto jestem” (1 Sm 3, 1)

– Izajasz odpowiedział „Oto jestem” (Iż 6, 8)

– Maryja rzekła „Oto ja!” (Łk 1, 38)

– Jezus powiedział „Oto idę” (Hbr 10, 9)

Czy my również chcemy dostąpić łaskawości Boga? Czy jesteśmy gotowi wyznać Bogu „OTO  JESTEM” i być Mu posłusznym we wszystkim?

Czy jesteśmy gotowi powiedzieć za Jezusem „Oto idę, o Boże, aby spełniać Twoją wolę!” dzień po dniu, całe nasze życie?

„Oto przychodzę;

W zwoju księgi o mnie napisano:

Jest moja radością, mój Boże, czynić Twoja wolę,

A Prawo Twoje mieszka w moim wnętrzu”

Ps 40, 8-9




Terminy rekolekcji 2017

Zbliżające się wydarzenia we Wspólnocie

    02 Wrzesień 2017
    Zapraszamy na Adorację Najświętszego Sakramentu ..
    See more

    22 Wrzesień 2017

Tagi